Senatorowie mogą uratować budżet TPN i TOPR
29.07.2009
Tylko Tatrzański Park Narodowy ze sprzedaży biletów wstępu straci 5 mln zł, a to może oznaczać kłopoty finansowe nie tylko TPN, ale i Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, którego budżet jest zasilany z pieniędzy TPN.
Warto zaznaczyć, że roczny budżet TPN to 17 mln zł. Z tego tylko 7 mln to dotacje z budżetu państwa, cała reszta pochodzi z działalności gospodarstwa pomocniczego, w tym 5 mln zł ze sprzedaży biletów. Parkowcy aż 15 proc. swoich wpływów przekazują na rzecz ratowników, czyli średnio rocznie to prawie milion złotych. Łączny budżet roczny TOPR to zaledwie 5,5 mln zł.
Dlaczego ustawa jest tak ważna dla wielu podmiotów gospodarczych, w tym dla parków narodowych? Bo zakłada, że pieniądze ze sprzedaży biletów wstępu do parku będą bezpośrednio spływać do Ministerstwa Finansów. Co prawda padają obietnice, że parki narodowe otrzymają jakąś rekompensatę strat, ale nikt nie przedstawił konkretnej propozycji. Dlatego przyrodnicy z ogromnym niepokojem odbierają przewidzianą w projekcie ustawy likwidację gospodarstw pomocniczych przy parkach narodowych.
– Jeśli ustawy nie zmieni Senat, to pieniądze za bilety wstępu z kieszeni turystów trafią nie do nas a do budżetu państwa – ubolewa dr Paweł Skawiński, dyrektor TPN. I zauważa, że to z tych pieniędzy są finansowane remonty górskich szlaków i mostków czy sztucznych zabezpieczeń np. na Orlej Perci.
Ponadto pieniądze z biletów przeznaczane są na ustawianie i obsługę przenośnych toalet czy opłacanie firm, które sprzątają Tatry ze śmieci zostawianych przez turystów. Dodaje, że obecny system wpływu pieniędzy do budżetu TPN jest dobry.
– Im więcej ludzi wchodzi do parku, to my mamy więcej pieniędzy na remonty i sprzątanie – tłumaczy dyrektor Paweł Skawiński. I martwi się, że jeśli pieniądze pójdą do budżetu centralnego, to nie ma żadnej gwarancji, że one wrócą do TPN. – I tu nie jestem optymistą, tym bardziej że zyski z gospodarstw pomocniczych finansują połowę zadań związanych z ochroną przyrody. Zostaniemy więc z połową budżetu – nie kryje obaw.
Przeciwny ustawie jest także małopolski senator Stanisław Kogut, który całą sytuację określa zamachem na cudze pieniądze. I jest pewien, że PiS nie poprze tak krzywdzącej ustawy.
– Skoro tyle się mówi o decentralizowaniu państwa, to nie można działać na szkodę takich instytucji jak TPN i TOPR i likwidować im źródła dochodów – kwituje Stanisław Kogut.
– To co dostajemy od TPN to olbrzymia część naszego budżetu – mówi Jan Krzysztof, naczelnik TOPR. Nie wie, czy w przyszłym roku w związku z planowanymi zmianami te pieniądze trafią do ratowników. Gdyby ich zabrakło, sytuacja stanie się opłakana. Wzrastają bowiem koszty utrzymania służb ratowniczych i śmigłowca, z drugiej strony czyni się cięcia w budżecie państwa.
– Sytuacja jest więc dość poważna i jestem nią zaniepokojony, tym bardziej że ustawodawca do chwili obecnej nie określił, czy i jak te pieniądze będą nam zwracane – dodaje naczelnik TOPR.
Problem dotyczy nie tylko TPN, ale wszystkich parków narodowych.
– Dla nas oznacza to półtora miliona złotych rocznie wpływów mniej do budżetu –opowiada Michał Sokołowski, dyrektor Pienińskiego Parku Narodowego. Całą zaistniałą sytuację określa jednym słowem – dramatyczna.
– Nie wiemy nic o tym, aby te pieniądze miały do nas wrócić. To może mieć katastrofalne skutki – przyznaje dyrektor Sokołowski. I dodaje, że od dawna szefowie parków zabiegają o zmianę przepisów, ale na razie bezskutecznie.
Współpraca Magdalena Adaś
Przemysław Bolechowski
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2009/07/29

