Zakopane — portal z-ne.pl

Chciał się zabić czy robił notatki?

18.08.2009

W Tatrach samobójstwa zdarzają się od zawsze. Bardzo często ratownicy TOPR otrzymują od rodzin telefony, że ich bliski zostawił list pożegnalny i pojechał w góry popełnić samobójstwo. Czasem uda się go znaleźć żywego, najczęściej jednak toprowcy lub pracownicy TPN znajdują ciało. Dlatego każde takie zgłoszenie toprowcy traktują bardzo poważnie.

– W piątek po południu zadzwoniła na centralę TOPR turystka, informując, że jest na Świnickiej Przełęczy i widzi dziwnie zachowującego się młodego turystę, który według niej pisze list pożegnalny. Stwierdziła, że prawdopodobnie chce popełnić samobójstwo – opowiada Adam Marasek, ratownik TOPR. Jego kolega, dyżurujący w tym czasie ratownik Marcin Józefowicz, dodaje, że od razu powiadomili policję.

Śmigłowiec TOPR zabrał na pokład dwóch policjantów i dwóch strażników Tatrzańskiego Parku Narodowego i poleciał z nimi w rejon przełęczy. Policjanci dojechali do Murowańca i dalej poszli pieszo. – Nasi funkcjonariusze 40 minut musieli się wspinać na przełęcz – mówi Jakub Rogoziński, naczelnik sekcji ruchu drogowego w zakopiańskiej komendzie. – Kiedy dotarli na miejsce, młody człowiek ciągle tam siedział. Okazało się, że jest to 24-letni student z Łodzi, który wraz z dwójką przyjaciół wybrał się na Świnicę. Gdy się zmęczył, jego koledzy poszli dalej, a on został na Świnickiej Przełęczy. – Chciał odpocząć. Usiadł i zaczął w notatniku zapisywać swoje przeżycia z wyprawy, trasę. Tak przynajmniej się tłumaczył. A pani się przestraszyła, że chce skoczyć – wyjaśnia Rogoziński.

Łodzianin został sprowadzony na Kasprowy Wierch i kolejką z policjantami zjechał na dół. Na komendzie złożył wyjaśnienia. – Chłopak zachowywał się normalnie, bez żadnych kłopotów, bez protestów, grzecznie zszedł z przełęczy i udał się na komendę – opowiada naczelnik. – Czy chciał się zabić? Trudno powiedzieć, bo na pewno by się do tego policjantom nie przyznał. Nie jest wcale wykluczone, że zamierzał skoczyć, więc nie traktujemy tego jako fałszywego alarmu.

Rogoziński dodaje, że 24-latek rzeczywiście trochę dziwnie się zachowywał. – Mógł przecież już na górze jednym zdaniem zapewnić policjantów, że nie zamierza popełniać samobójstwa, tylko po prostu robi notatki. Nie wiadomo, dlaczego tego nie zrobił. Dopiero na dole, na komendzie, się tłumaczył – rozważa naczelnik. Zdaniem Maraska, wieloletniego, doświadczonego toprowca, policjanci i pracownicy Parku, którzy weszli do chłopaka na przełęcz, prawdopodobnie zapobiegli tragedii. I apeluje, żeby turyści nie lekceważyli tego typu sytuacji. Ratownicy przypominają, że kilka lat temu na Giewoncie młody chłopak został poproszony przez starszą parę turystów o zrobienie zdjęcia na kopule. Chłopak pstryknął, oddał aparat i skoczył w przepaść... Starsza pani wylądowała w ciężkim szoku w szpitalu. Nie mogła przeboleć, że nic nie zrobiła, by zapobiec tragedii.

Halina Kraczyńska

Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2009/08/18