Zakopane — portal z-ne.pl

Bacowie z TPN czują się w Tatrach jak w rezerwacie

30.09.2009

Bacowie z TPN czują się w Tatrach jak w rezerwacie

Wczoraj, na św. Michała, owce zeszły z gór, a sześciu baców, których bacówki stoją w Tatrach, ruszyło do kaplicy w Kuźnicach, aby podziękować Bogu za sezon. Potem spotkali się z dyrekcją TPN i dziennikarzami, aby omówić swoje problemy. – Tuż po wojnie w Tatrach pasło się 40 tysięcy owiec, teraz w całym naszym regionie jest ich 32 tysiące, a w Tatrach... 1600 sztuk – wyjaśniał Józef Słodyczka, baca z Doliny Kościeliskiej. – Bundzu wyrabiamy tylko tyle, co na spróbowanie!

Senior baców, 90-letni Andrzej Gał Zięba z Doliny Chochołowskiej podkreślał, że państwo i TPN powinny popierać owczarstwo w Tatrach.

– Teraz na każdym kroku za byle co się nas baców karze, zlitowaliby się nad nami – apelował baca. – Dziecko wymiotuje, od razu jest na nas, że oscypek był zatruty! Nawet nie zbadają, co to dziecko jadło. Ja 90 roków mam, mleko i serki góralskie od małego jem i po lekarzach nie latam!

Tak żalili się i inni bacowie. Jak są kontrole, np. z sanepidu, to kontrolują ich. – Cierpimy my na halach! Kontrolerzy nie idą do tych bacówek przy zakopiance, gdzie wiadomo, jakie oscypki robią – twierdzi baca z Rusinowej Polany Stanisław Rychtarczyk.

Bacowie podkreślali też, że młodzi ludzie nie chcą wypasać i doić owiec na halach, bo muszą ciężko pracować 24 godziny na dobę, od świtu do nocy, a zarobku z tego nie ma żadnego.

– A nawet jakby chcieli, to papierów na bacę nie mają gdzie uzyskać i jest sytuacja patowa – zaznacza Marek Pęksa z TPN. Dopłat też nie ma żadnych. Najgorzej jednak – skarżą się bacowie – jest z turystami. Nie dają im żyć! – Uwiązałem krowę, to mnie jedna pani turystka okrzyczała, że jak ja mogę tak męczyć tę krowę – opowiada Rychtarczyk. – No to na drugi dzień wziąłem i spuściłem tę krowę z łańcucha. Wtedy z wrzaskiem przyleciał do mnie turysta, mało mnie nie pobił, bo jak ja mogę przy szlaku tak krowę bez uwiązania paść. A ta wzięła i go potrąciła!

Anna Słodyczka, pomagająca mężowi na bacówce w Dolinie Kościeliskiej, mówi, że turyści nie tylko baców swoim zachowaniem zadręczają, ale owce, psy, i juhasów chcą „zamordować”. – Dobrze, że liny odgradzające szlak od pastwiska nas chronią! – śmieje się pani Anna.

Halina Kraczyńska

Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2009/09/30