Na Kasprowym Wierchu w adidasach nie pospacerujemy
07.12.2009
Często ludzie wjeżdżający wagonikami na szczyt Kasprowego zupełnie nie są przygotowani do zimowych warunków. Kozaki, eleganckie półbuty czy adidasy to obuwie, które najczęściej widać na nogach mieszczuchów.
Śniegu w rejonie Kasprowego Wierchu jak na tę porę roku jest niewiele. Dodatkowo to, co jest, zamarzło i na kopule szczytowej utworzyło prawdziwe lodowisko. Aby przejść choćby kilkadziesiąt metrów bez poślizgnięcia się czy wywrotki, trzeba mieć dobre zimowe buty, a najlepiej raki i czekan. Tymczasem co chwila z kolejki, w lekkim obuwiu, wychodzili kolejni turyści, którzy po przejściu kilku kroków nie kryli swojego przerażenia.
- Nie spodziewałam się, że tutaj jest tak ślisko - mówi nam Weronika Żurek, turystka z Gliwic. - Chcieliśmy przejść się nieco szlakiem. Wzięłam nawet z sobą kijki. Ale niestety włożyłam zwykłe półbuty, które strasznie się ślizgały po tej zalodzonej ścieżce. U mnie wygrał rozsądek, bo zawróciłam w stronę kolejki, lecz widziałam takich, którzy w letnim obuwiu szli dalej.
Co ciekawe, mnóstwo osób podchodziło również pod obserwatorium meteorologiczne na Kasprowym Wierchu zamkniętą trasą. Nikomu nie przeszkadzało, że przy wejściu stoi znak zakazu, a podejście jest trudne i śliskie. Wśród wspinających się do obserwatorium często zdarzały się osoby w trampkach.
- Takie obrazki widzimy, niestety, tutaj bardzo często - mówi nam na Kasprowym Wierchu Adam Marasek, ratownik TOPR. - Do wagoników w Kuźnicach wsiadają nieraz osoby, które nie zdają sobie sprawy, jakie warunki czekają ich na górze. To, co się od biedy sprawdza w Zakopanem, zupełnie nie zdaje egzaminu wysoko w górach. A przecież nie można przy wejściu robić odsiewu i wycofywać z kolejki tych, którzy są źle ubrani i mają na nogach złe obuwie.
Ratownicy TOPR podkreślają, że trzeba non stop edukować turystów i przypominać im o tym, że na Kasprowym Wierchu kilkadziesiąt metrów od stacji kolejki może być ślisko i niebezpiecznie.
I to nie jest przesada!
Przemysław Bolechowski
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2009/12/07

