Trwają poszukiwania agresywnego miśka
04.05.2010
Obstawione szlaki w Tatrach, gotowe gumowe kule i ostre naboje i strach, że agresywny niedźwiedź może jeszcze raz zaatakować. Turyści przyznawali, że boją się, ale i tak decydowali się iść w góry. Mimo że przyrodnicy wciąż nie wiedzą, gdzie znajduje się agresywny niedźwiedź.
Przypomnijmy, że chodzi o zwierzę, które w miniony wtorek najpierw poważnie poraniło słowackiego pracownika leśnego, a potem próbowało zaatakować konie po polskiej stronie. Grasowało w rejonie Łysej Polany i Rusinowej.
- Ten osobnik jest bardzo agresywny. To trzeba wyraźnie powiedzieć, on atakuje sam z siebie. Nie wiemy, jaka jest tego przyczyna - zaznacza Zbigniew Krzan, wicedyrektor TPN.
Przyrodnicy podejrzewają, że być może niedźwiedź został postrzelony przez człowieka i dlatego teraz atakuje.
Na czas weekendu majowego przy wejściach na szlaki ustawiono dodatkowe tablice ostrzegające o zagrożeniu. Informują one turystom, by nie wybierali się na szlaki przed zmierzchem i po zmroku, a także by nie chodzili sami. - Zamykanie Tatr nie ma sensu. Niedźwiedź widziany jednego dnia w Morskim Oku, następnego może być już na Kalatówkach. Dlatego postawiliśmy na informację - zaznacza Szymon Ziobrowski z Tatrzańskiego Parku Narodowego.
Mrożące krew w żyłach opowieści, którymi „szpikują się" nawzajem turyści na szlaku, wcale nie uspokajają.
- Słyszałem od właściciela mojego pensjonatu, że to ten sam niedźwiedź, który kilka lat temu zaatakował parę młodych ludzi biwakujących na Słowacji. Wtedy z dziewczyny zdjął skalp, a chłopak przeżył cudem - opowiada pan Józef Turza, turysta z Wrocławia.
U wejścia do Kościeliskiej co chwila któryś z turystów podchodzi do sprzedających bilety wstępu i pyta, czy może bezpiecznie iść, czy nie było sygnałów, że pojawił się tam „ten agresywny niedźwiedź".
- Idę z dwójką małych dzieci i naprawdę boję się, bo przecież nie ucieknę jak nas zaatakuje takie bydlę - pani Beata Major z Torunia z niepokojem patrzy na szlak wiodący do doliny. Dopiero gdy jeden z turystów mówi, że w tym tłumie, jaki jest w Kościeliskiej, jest raczej bezpieczna, rusza z dziećmi. Przez cały czas pracownicy TPN, straży Parku, policji i straży granicznej penetrują Tatry, zwłaszcza rejon Morskiego Oka, Łysej Polany, Zazadniej. Po niedźwiedziu nie ma jednak ani śladu.
H. Kraczyńska, Ł. Bobek
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2010/05/04

