A może by tak w Tatry z przewodnikiem?
20.06.2010
Można iść samemu do muzeum i po omacku oglądać wystawione tam bezcenne skarby ludzkości. Tylko po co, skoro nic to nie da, bo same tabliczki informacyjne są nieco skąpe. Do pomocy można zaopatrzyć się w kolorowy przewodnik. Wtedy mamy informację i nie jest najgorzej. Ale nie poznamy duszy dzieła. Ani jego życia zawartego w anegdotach. Bo to, co bezcenne, żyje w człowieku- w tym przypadku pomocni są przewodnicy po muzeum. Podobnie jest z Tatrami i górami w ogóle. Bezcenne skarby przyrody żyją i docierają do nas właśnie dzięki nim.
Trochę szkoda, że Tatry zostały zmierzone, spisane, obudowane, wyjaśnione, wydane i - co może najbardziej kontrowersyjne - szeroko udostępnione. Turyści, niemal jedyni użytkownicy szlaków, mówią, że góry te mają duszę. Bardzo to cieszy, że taka opinia, choć trochę już oklepanka i machinalna, nadal wśród nich panuje. Bo co to tak na prawdę znaczy?
Owszem. Znamy Tatry doskonale. Z kolorowych wydawnictw, z telewizji, radia, czasem nawet ze szkoły. Ale tak na prawdę znamy je z dzieciństwa, bo wtedy szkolne wyprawy do dolin prowadził licencjonowany przewodnik górski. To dzięki niemu, jego opowieściom, wiedzy i autorytecie, ten kto teraz w górach hasa, na to się zdecydował.
Tak, teraz z usług przewodników korzystają głównie szkolne wycieczki. Bo muszą, bo takie wymogi i prawo. Co prawda czasem niestety łamane. I na tym niezwykła przygoda turysty polskiego przewodnikiem się kończy. A szkoda, bo kto jak nie on zna każdy kamień i drzewo? Kto jak nie on zafascynuje nas życiem danego żlebu lub choćby sosny? Skąd mamy się dowiedzieć, dlaczego u góry nie ma drzew? Telewizja i wydawnictwa nie opowiedzą z emocjami i zaangażowaniem gdzie bije serce danego szlaku, gdzie kryją się ciekawostki i za jakim krzakiem rodzi się nowa-stara legenda tatrzańska. Bo można zejść wszystkie górskie ścieżki i pięć razy, prowadzonym będąc li tylko za pomocą dokładnej mapy. Tylko czy wtedy Tatry poznamy, czy jedynie je oglądniemy?
Regulamin Tatrzańskiego Parku Narodowego stanowi, że grupy powyżej 10 osób powinny mieć przewodnika. Nie przestrzeganie tego przepisu, stworzonego nie dla zarobku a w celach edukacyjnych i bezpieczeństwa, grozi mandatem nałożonym ze strony straży parku. Osoby indywidualne natomiast muszą zatrudnić przewodnika, gdy zechcą poznać drogi taternickie.
Każdy przewodnik co roku odnawia licencje. Dlatego z górami są na bieżąco. I nie ma mowy o braku profesjonalizmu.
Prawo prawem. Ale czy nie warto z przewodnikiem osobiście wyjść choćby na Giewont, by dogłębnie poznać związane z nim legendy? Tysiące osób wchodzi na ten szczyt. Lecz czy wiedzą, co tak naprawdę kryje się w jego masywie? Nie mówiąc już o innych, zupełnie dla większości nie znanych szczytach.
Owszem, przewodnicy są drodzy. Za dzień wycieczki trzeba dać nawet kilkaset złotych. Ale jak przewodnictwo ma być tanie, jak ludzie ci zarabiają w zasadzie jedynie w czasie najazdy wycieczek szkolnych w maju i czerwcu? I trochę w wakacje, choć te należą do samo-wyedukowanych miłośników Tatr.
Można też się uprzeć, i przekonywać samego siebie, że z górami obcować powinno się indywidualnie. Tylko że w Tatrach to niemożliwe, a jak możliwe to po zejściu ze szlaku a więc nie tyle niedozwolone co nieodpowiedzialne i śmiertelnie niebezpieczne. I jak już… to tylko z przewodnikiem….
Rozumiem, że ludzie są samodzielni i pełni wiary w swoje siły. To budujące. Tylko czemu panikują, jak słyszą o niedźwiedziu, zamiast zatrudnić przewodnika, który wie, co robić i jak bez obaw przemierzać szlaki?
Przewodnicy górscy zawsze będą potrzebni, nie ma dwóch zdań. I chętnych do wycieczek też znajdą. Myślę jednak, że raz do roku, ten kto kocha góry, powinien się zastanowić, czy aby nie warto zwiedzać świat z ekspertem. A jeśli nie, to już tylko jego strata.
tlb
Źródło: Redakcja

