Zakopane — portal z-ne.pl

Odskocznia od rzeczywistości

01.06.2007

Zakopiański dom dziecka radzi sobie całkiem dobrze. Przebywające tam dzieci mają czasami lepsze warunku, niż niektórzy ludzie w dorosłym życiu. Co pocieszające, coraz więcej dzieci wraca do swoich rodzin.

- Ostatnimi czasy czytając sprawozdania służby wojewódzkich nadzorujących nasz dom dziecka widzę tylko opinie pozytywne, chwalące tą placówkę - powiedział na ostatniej sesji rady powiatu tatrzańskiego wicestarosta Andrzej Skupień.

I nie ma się co dziwić. Jak zaznacza dyrektor ośrodka Krystyna Juraszek, wychowankowie domu dziecka mają całkiem dobre warunki.

- Teraz każde z naszych dzieci ma swój własny sprzęt sportowy jak łyżwy, narty, czy rower. W pokojach mają do dyspozycji również komputery - wyliczała na sesji Krystyna Juraszek. - A co ciekawe miesięczny koszt utrzymania takiego dziecka wynosi 2202 zł, co stanowi jeden z najniższych nie tylko w województwie, ale i w Polsce.

Obecnie w domu dziecka na ul. Makuszyńskiego przebywa 29 podopiecznych, z czego 11 z powiatu tatrzańskiego, a pozostali z nowotarskiego, limanowskiego, myślenickiego, czy nawet z chrzanowskiego. Najmłodszy wychowanek ma 4 lata.

- Staramy się ich nauczyć dorosłego życia, a także zaszczepić rodzinne wartości. Dlatego w każdej grupie wiekowej są opiekunowie obu płci, jako przykład funkcjonowania rodziny - mówiła Krystyna Juraszek.

Problemem jednak jest to, że do domu dziecka trafiają często dzieci z uzależnieniami, które miały już konflikt z prawem.

- 1,5 roku temu trafił do nas 16-latek tak mocno uzależniony od alkoholu, że gdy nie wypił nic w ciągu dnia, to dostawał szału. Teraz jest już po 14-miesięcznej kuracji. Ale to nie jedyny przypadek. Teraz przebywa na kuracji 14-latek mocno uzależniony od alkoholu i kleju. Czasami stosowane są nawet środki psychotropowe - zaznaczyła pani dyrektor.

Pocieszające jest jednak to, że coraz częściej zdarza się, że dzieciaki odchodzą z domów dziecka i to nie do rodzin zastępczych, ale do swoich biologicznych rodziców.

Łukasz Bobek

Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2007/06/01