Zakopane — portal z-ne.pl

Aż fruwały ciupagi

01.06.2007

W niebo poleciały towary ze stoisk i elementy drewnianych straganów. Jak się okazało, sprawcą "tornada" był olbrzymi śmigłowiec lądujący na terenie skoczni. Handlujący żądają teraz odszkodowania za poniesione straty, tymczasem PKL zapewnia, że wszyscy zostali o przylocie maszyny do Zakopanego poinformowani. Na dodatek nieoficjalnie mówi się, że poszkodowani pod skocznią stali nielegalnie.

W środę późnym popołudniem do Zakopanego przyleciał specjalistyczny śmigłowiec transportowy, który będzie pracować przy modernizacji kolejki na Kasprowy Wierch. Maszyna łącznie przetransportuje kilkanaście ton specjalistycznych urządzeń i elementów kolejki.

To MI-171, jeden z najnowocześniejszych śmigłowców - mówi Wojciech Masewicz z warszawskiej firmy, która podjęła się tego zadania. - Przewożone będą żurawiki mocowane na szczycie podpór, które umożliwią kontynuowanie prac. Jest to w tej części Europy jedyna maszyna, która może wykonać takie prace.

O tym jaką moc ma śmigłowiec przekonali się już w środę górale handlujący przy Wielkiej Krokwi. Ciąg maszyny był tak duży, że zniszczył położone nieopodal stoisko.

- Myślałam, że to koniec świata - zarzeka się pani Józefa. - Huk i wszystko fruwało. Porwało nawet ogromny parasol z betonowym zabezpieczeniem i wyrzuciło na łąki. Dobrze, że mi kiecki nie urwało, bobym gołym tyłkiem tutaj przy stoisku świeciła.

Górale przez kilka godzin zbierali porozrzucany na wszystkie strony towar ze stoisk.

- Poleciały na kilkadziesiąt metrów zegary i zabawki - mówi pan Stanisław. - Wiadomo, że straty będą. Teraz liczymy to, co się zniszczyło. Nic nie wiedziałem o tym, że będzie tu lądować taki potwór.

Zaprzeczają jednak temu Polskie Koleje Linowe.

- Od dawna było wiadomo, że maszyna pracująca przy modernizacji będzie stacjonować przy skoczni - mówi Paweł Murzyn, dyrektor ds. technicznych PKL. - Nie będę już przypominać, że pisały o tym gazety, ale chodziliśmy wśród ludzi handlujących i informowali o tym. Nie ma więc mowy, że ktoś tu kogoś zaskoczył.

Nikt na szczęście nie ucierpiał, a w powietrzu latały tylko zegary, maskotki i ciupagi.

Przemysław Bolechowski

Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2007/06/01