Górale jeżdżą gratis?
05.06.2007
Wychodzi na to, że górale podróżują po Polsce za darmo - podsumowują całą sytuację w warszawskim PKS. Zakopiański PKS jest im winien kilkadziesiąt tysięcy złotych. Gdy się upomnieli o swoje - twierdzą - zostali wyrzuceni z zakopiańskiego dworca. Spółka spod Giewontu tak samo zalega z płatnościami PKS-owi z Ciechanowa, Mławy, Puław, Koszalina, Stalowej Woli. Ci jednak, jak nam wyjaśniają, boją się upomnieć o swoje, bo nie chcą być wyrzuceni z dworca w Zakopanem.
Powinna trafić ale nie trafia
- Chodzi o to, że kasy na zakopiańskim dworcu sprzedają bilety na kursy, które wykonują nasze autobusy. Zgodnie z zawartą umową, PKS w Zakopanem ma z tego odpowiednią prowizję a reszta wpływów ze sprzedanych biletów powinna trafić do nas. Ale nie trafia - wyjaśnia przedstawiciel PKS w Warszawie. Zakopiańskie przedsiębiorstwo warszawskiej firmie nie płaci od początku roku, podobnie jak firmie z Mławy i Ciechanowa.
- Nam nie płacą już od ubiegłego roku - podkreśla dyrektor ciechanowskiego PKS-u. - Teraz jest to kwota kilkudziesięciu tysięcy zł. No i trzeba przyznać się, Zakopane nie kwapi się żeby płacić.
Ciechanowskie przedsiębiorstwo na początku roku skierowało sprawę do sądu gospodarczego, ale ten jej jeszcze nie rozpatrzył. Przedstawiciele tamtejszej firmy mówią jednak, że nie zależy im na nagłaśnianiu sprawy bo jako przewoźnicy są zależni od zakopiańskiego PKS. - Musimy tolerować tę sytuację, bo nie mamy innego wyjścia - podkreśla przedstawiciel ciechanowskiego PKS. - W Zakopanem nie ma innego miejsca, gdzie moglibyśmy zajeżdżać naszymi autobusami. Od sześciu lat jeździmy do Zakopanego, po drodze mamy umowy z PKS-ami w innych miastach, więc nie jest tak prosto zrezygnować z tej trasy, o której wypromowanie trzeba starać się nawet i kilka lat. Sytuację tolerują także w PKS w Mławie.
Nie reguluje i wyrzuca
- Owszem, zakopiański PKS jest nam winien pieniądze za przewozy, ale na razie jeździmy tam i nie podejmujemy żadnych kroków, by nam dług zwrócił - wyjaśnia przedstawiciel PKS w Mławie. Informacja, że przedsiębiorstwo w Zakopanem nie reguluje swoich zobowiązań a tych, którzy się o zapłatę upomnieli, wyrzuca z zakopiańskiego dworca - już się rozeszła po Polsce i PKS-y boją się tego typu konsekwencji. W warszawskim przedsiębiorstwie, którego te konsekwencje już dotknęły, nie mogą uwierzyć, że tak można postępować w biznesie. - Rozumiemy, że sytuacja w firmach jest różna, czasem nie ma z czego zapłacić. Ale to przecież można jakoś załatwić, negocjować. Ale żeby na upomnienie się o swoje pieniądze dostać wypowiedzenie umowy korzystania z dworca? To jest niedopuszczalne! - mówi kierownik warszawskiego PKS.
- Na trasie Warszawa - Zakopane, która istnieje od wielu lat, mamy dwie linie. Od 15 czerwca nasze autobusy nie będą mogły wjeżdżać na zakopiański dworzec - twierdzi przedstawiciel PKS Warszawa. - Wzywałem burmistrza Zakopanego by zadbał o interesy mieszkańców. Bo przecież taka sytuacja odbija się przede wszystkim na pasażerach. Ale usłyszałem, że powinienem zadzwonić do prezesa zakopiańskiego PKS.
Warszawiacy wystosowali oficjalne pismo do władz Zakopanego, by wskazały miejsce w mieście skąd ich autobusy mogłyby odjeżdżać.
Prezes zakopiańskiego PKS Sylwester Morańda uważa, że nagłośnienie sprawy w mediach jest czystą złośliwością. - My też mamy w Polsce swoich dłużników. Mam zaraz lecieć z tym do prasy? - pyta prezes. Tłumaczy, skąd wzięły się kłopoty z regulowaniem zobowiązań. - Jesteśmy teraz na etapie restrukturyzacji firmy - wyjaśnia. - Gdy kupowaliśmy dwa lata temu PKS Zakopane jego długi przekraczały księgową wartość firmy. Jednak nasza sytuacja finansowa się poprawia. Prezes uważa, że kłopoty z regulowaniem zobowiązań spółki są przejściowe. Podpisał bowiem umowy o ich spłatę, m.in. z Warszawą. - Całe zamieszanie wynika z tego, że pokłóciłem się z Warszawą. Wyrzuciłem ich z dworca, ale to nie dlatego, że upomnieli się o długi - zaznacza prezes Morańda. - Otwieram dwie nowe linie, obydwie przez Warszawę. Prosiłem o udostępnienie dworca, ale mnie nie wpuszczają. To jak ja mam ich wpuścić? Negocjacji między PKS-ami Warszawa a Zakopane podjął się wiceburmistrz Wojciech Solik. - Poprosiłem prezesa Morańdę, by wpuścił warszawski PKS i ten się zgodził - poinformował wiceburmistrz.
(hak)
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2007/06/05
