Zakopane — portal z-ne.pl

Brak porozumienia

12.06.2007

Sporu dotyczącego handlarzy spod Gubałówki ciąg dalszy. Wczoraj w urzędzie miasta spotkali się burmistrzowie z kupcami. Po burzliwej wymianie zdań nie udało się osiągnąć konsensusu. Ostateczny termin rozstrzygnięcia kwestii straganów przy drodze na Gubałówkę wyznaczono na najbliższy piątek 15 czerwca.

Jedność mówiła coś innego

Wczorajsze spotkanie w urzędzie miasta miało być przynieść ostateczne rozstrzygnięcie kwestii przeniesienia ośmiu straganów stojących przy drodze na Gubałówkę na plac należący do Polskich Kolei Linowych przy dolnej stacji kolejki. Ma tam (zaraz przy zjeździe z trasy narciarskiej) powstać centrum handlowe, gdzie oprócz 17 straganów PKL-u miałyby stanąć również te sporne z drogi pod Gubałówkę. Kupcy jednak nie chcą się przenieść. Argumentują to faktem, że taka lokalizacja jest dla nich o wiele gorsza. Poza tym dziwią się, że tylko ich stragany mają się przenieść.

- Wszyscy, którzy stoją pod Gubałówką, a mają się teraz przenieść, popierali Jedność Tatrzańską. Walczyliśmy przez pięć lat ze starymi władzami miasta. Wyście nas popierali. Po ostatnich wyborach samorządowych w niespełna miesiąc wyrzucacie nas na zbity pysk - mówił oburzony Władysław Sichelski.

Zarzucał burmistrzom, że wszystkie stragany stoją w pasie drogowym albo nawet na drodze, a tylko ich ośmiu budek się czepiają.

- Czemu nie zrobicie porządku na przykład pod wiaduktem? Tam wszyscy stoją nielegalnie. Czepiacie się tylko nas - mówili oburzeni handlarze.

- Przez lata broniłem was, bo w mojej ocenie wówczas staliście na terenie miejskim. Ostatecznie tę działkę miasto utraciło na rzecz prywatnego właściciela. Sytuacja teraz jest więc zupełnie inna - zaznaczył na początku spotkania burmistrz Janusz Majcher. - Chcemy zrobić porządek wszędzie. Podajcie mi nazwiska ludzi, którzy stoją nielegalnie, a będę z nimi rozmawiać.

Wiceburmistrz Jan Gąsienica Walczak dodał, że porządki nie dotyczą tylko ich straganów. - Najpierw porządek zrobiliśmy pod skocznią - mówił.

Nie jesteśmy zainteresowani

Jedynym rozwiązaniem problemu jest teraz wyniesienie się kupców z zajmowanego dotychczas miejsca. Na zaproponowane miejsce przy dolnej stacji kolejki na Gubałówkę nie chcą się jednak zgodzić. Argumentują to faktem, że jest to o wiele gorsze miejsce do handlu, a poza tym dostaną pozwolenie jedynie na trzy miesiące.

- I co dalej? - pytał Paweł Gaj, jeden z właścicieli spornego straganu. - Potem PKL powie nam "do widzenia" i zabierajcie swoje budy.

- Macie alternatywę. Albo się przeniesiecie dobrowolnie do PKL-u na początek na trzy miesiące, a potem PKL, o ile będziecie płacić czynsz przedłuży wam umowę, albo się rozstajemy i my załatwiamy sprawę - zaznaczył stanowczo Janusz Majcher. - Są prawomocne wyroki sądowe. Stoicie tam nielegalnie. Ja już nie mogę was bronić.

Kupcy jednogłośnie odpowiedzieli, że nie są zainteresowani proponowanym miejscem na terenie PKL-u.

Ostateczne decyzje jednak nie zapadły. Wiceburmistrz Solik i prezes PKL-u Andrzej Laszczyk zgodzili się zaczekać na decyzję do najbliższego piątku 15 czerwca.

- Sprawa dla nas toczy się od 8 marca. Ostatecznie kupcy mieli nam dać odpowiedź do 30 maja. Nie dostaliśmy żadnej informacji. Teraz 15 czerwca traktuję jako ostateczny termin. Jeżeli wówczas nie będzie odpowiedzi, sprawa jest dla nas zamknięta - zaznaczył na zakończenie Andrzej Laszczyk.

Wydaje się, że kwestia kupców jest już zamknięta. Miasto nie odstąpi od przeniesienia straganów z tego miejsca, PKL nie zmieni warunków dzierżawy terenu. Kupcy więc nie mają wyjścia i będą musieli opuścić zajmowany dotychczas teren.

Już jednak wiadomo, że w piątek odpowiedź będzie negatywna. Jak sami zaznaczają, nie mają zamiaru się przenosić a wręcz przeciwnie. Będą nadal walczyć. Zamierzają w tym tygodniu sprawą zainteresować ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę, bo - jak mówią - nienormalna jest sytuacja, że wszyscy stoją nielegalnie a tylko ich się czepiają.

W takiej sytuacji powiatowy nadzór budowlany będzie rozbierać budy lub je przeniesie na wyznaczony przez miasto plac zastępczy.

Łukasz Bobek

Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2007/06/12