Wołam o hospicjum
21.06.2007
- Jeżeli jesteśmy w naszym kraju przeciwni eutanazji, to musimy umierającym zagwarantować godne miejsce, gdzie będą mogli zakończyć swoje życie! - grzmiała na wtorkowej komisji rodziny zakopiańskiej rady miasta doktor Anna Węglarz, prezes Podhalańskiego Stowarzyszenia Przyjaciół Chorych Hospicjum Jezusa Miłosiernego w Zakopanem, która od kilku już lat prosi władze miasta o budynek z przeznaczeniem na stacjonarne hospicjum. - Użalamy się nad slumsami w innych krajach pokazywanych w telewizji. A te są o wiele lepsze niż te miejsca, gdzie u nas ludzie umierają. Czy widzieliście w jakich warunkach niektórzy nasi mieszkańcy umierają?
Traktowani jak śmieci
Ci chorzy - mówi Anna Węglarz - nawet się nie skarżą, że zachorowali, że odchodzą, ale że po wielu latach pracy, traktowani są jak bezużyteczne śmieci: jesteś umierający, to do domu! Po co będziesz zajmował miejsce w szpitalu, skoro nie ma szans na twoje wyleczenie?
- Ci ludzie nie zasługują na takie traktowanie! - podkreśla Anna Węglarz. - Ja przyrzekłam sobie, że więcej nie pójdę już na żadne spotkanie do urzędu miasta, gdzie mnie tylko przepytują co zrobiliśmy, gdzie mi dziękują, że dobrą robotę robimy. Owszem, miło jest usłyszeć słowo "dziękuję", ale nie o to nam chodzi. Ja mam dość tych podziękowań! Tak naprawdę to wy powinniście nam powiedzieć, co wy zrobiliście dla tych umierających?
Zapał ochotników już nie wystarczy
Prezes zakopiańskiego hospicjum poinformowała radnych, że to, co mogli w takich warunkach, jakie udało się kilku społecznikom i zapaleńcom stworzyć - zostało już zrobione. Bez stacjonarnego hospicjum w naszym powiecie, a konkretnie bez budynku, o który dopominają się już któryś rok z kolei - nic więcej dla umierających nie da się zrobić. A tych, niestety, ze starzeniem się naszego społeczeństwa przybywa.
- Oni już z grobu nie wstaną i nie powiedzą, że więcej na was nie zagłosują! - zwróciła się do zakopiańskich radnych Anna Węglarz.
Hospicjum w piwnicy
Teraz zakopiańskie hospicjum to wynajmowany na kilka godzin w przychodni na ul. Orkana gabinet, gdzie mieści się poradnia oraz dwa pomieszczenia w piwnicy bez okien i kwota 1440 zł z Narodowego Funduszu Zdrowia. - My w tych warunkach bardziej już się nie rozwiniemy - twierdzi pani prezes. - Mamy dobrze wyszkolonych do opieki nad ludźmi chorymi wolontariuszy, zorganizowaliśmy wypożyczalnię sprzętu, bo udało się nam zakupić trochę sprzętu, mamy dobrze wyposażone stanowisko do opieki nad chorym. Główny nacisk w tej chwili, z braku stacjonarnego hospicjum, kładziemy na opiekę w domu chorego. Nie zawsze jednak chory może umierać w domu. Są sytuacje, gdy rodzina z różnych względów nie może zająć się swoim bliskim, gdy jest to osoba samotna, lub gdy przebieg choroby nowotworowej jest gwałtowny.
- Owszem, 80 proc. osób ma opiekę w domu, ale dla tych 20 proc. musimy znaleźć jakieś miejsce, gdzie będą mogli godnie umrzeć. A w Zakopanem nie ma oddziału dla osób przewlekle chorych, tak jak np. w Nowym Targu. Z tego, co wiem, ci chorzy często spotykają się z odmową przyjęcia ze strony szpitala. Hospicjum stacjonarne w naszym powiecie musi być! Teraz pora na waszą pomoc - zwróciła się do radnych Anna Węglarz. Radni zgłosili dwa wnioski. - Należy zwrócić się do burmistrza, by w wieloletnim planie inwestycyjnym, który ma być opracowywany, znalazła się budowa hospicjum - zaproponował wiceprzewodniczący rady, Jacek Raźny. Można wtedy, stwierdzili radni, starać się o unijne pieniądze na ten cel. Jednak, jak zauważyła Anna Węglarz, by o nie się starać trzeba najpierw coś mieć. Radny Józef Kowalik zgłosił więc następny wniosek, by w lipcu zorganizować w porozumieniu z burmistrzem i starostwem spotkanie, i by komisja wystosowała wniosek do burmistrza, by ten zapewnił (od zaraz!) lepsze warunki dla hospicjum na okres przejściowy, do czasu postawienia docelowego budynku.
Halina Kraczyńska
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2007/06/21
