Chodniki wołają o pieniądze
26.06.2007
Niektóre chodniki w mieście, jak mówią sami zakopiańczycy, pamiętają jeszcze "dobre" czasy gierkowskie. Popękane, stare, kołyszące się płytki chodnikowe, spod których w czasie deszczu wytryskają fontanny brudnej wody, na których można bardzo łatwo zwichnąć lub złamać nogę, nawet latem... Dlaczego od lat nawet główne ulice (np.: Sienkiewicza) turystycznego miasta, gdzie dochód roczny wynosi ok. 50 mln zł, nie mogą doczekać się remontu? Inne miasta w Polsce, mniej znane, mniejsze, a tym samym biedniejsze, chodniki już dawno mają wybudowane.
W Zakopanem władze ciągle znajdują jakieś wytłumaczenie takiego zaniedbania. A to jest widoczne na każdym miejscu. - Chodnik na Zamoyskiego jest w tragicznym stanie! Trzeba go remontować - stwierdził na ostatnim posiedzeniu komisji ekonomiki Dariusz Wysłouch, naczelnik wydziału drogownictwa.
Zaraz jednak posypały się ze strony radnych i inne ulice, gdzie jest równie tragicznie: Jagiellońska, Sabały, Piłsudskiego, Chałubińskiego...
- A co z ul. Kościuszki? - dopytywał się radny Andrzej Konior. - Przecież to jest druga, po Krupówkach, główna ulica Zakopanego!
Na razie jednak skończony został remont chodnika przy ul. Br. Czecha. Jest zapowiedź władz miasta, że pieniędzy na remonty chodników będzie więcej.
(hak)
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2007/06/26
