Dosięgnie cię góralska zemsta!
24.07.2007
- W 2005 r. kupiłyśmy z córką starą, ale piękną drewnianą willę w Zakopanem z myślą, że otworzymy tu szkołę językową - opowiada pani Sylwia. - Pojechałam do Krakowa, do moich przyjaciół, których znam od ponad 25 lat, by mi polecili jakąś solidną, rzetelną firmę (bo ani ja, ani córka nie możemy pilnować prac), która przeprowadzi generalny remont domu. Usłyszałam od przyjaciół, że nie ma lepszej niż firma pana Bronisław K. z Krakowa. Bardzo zależało mi, by to była firma, bym otrzymała faktury, rachunki. Chciałam w ten sposób się zabezpieczyć. Oczywiście, pan K. zapewnił mnie, że ma firmę, specjalistów i że może podjąć się generalnego remontu całego domu: od fundamentów po dach - opowiada.
Przedsiębiorca sporządził kosztorys pierwszego etapu prac: fundamentów i kanalizacji, wyszczególnił w nim po kolei, co i za ile będzie robione. Pani Sylwia przystała na kosztorys, podpisała umowę i wpłaciła 25 800 zł, po czym spokojnie wyjechała do USA. - Jeszcze dwa razy przyjeżdżałam w 2005 r., sprawdzałam: rzeczywiście prace trwały - wspomina pani Sylwia. - Gdy przyjechałam w 2006 r., poszłam z panem K. kupować materiał na dach. Zaraz potem powiedział mi, że szuka samochodu, by przetransportować ten materiał do Zakopanego, że dekarz zamówiony. Podpisuję drugą umowę na dach, wpłacam 20 000 zł i cała szczęśliwa, że takiego uczciwego fachowca znalazłam, wylatuję do Stanów. Ale coś mnie tknęło, za jakiś czas zadzwoniłam do sąsiadów w Zakopanem. A oni mi mówią, że nic się nie dzieje, a w moim domu już drugi tydzień siedzi córka pana K. z jakimś facetem. Potem dowiedziałam się, że w moim domu mieszkało pełno ludzi, bo pan K. dorabiał sobie wynajmując pokoje.
Pani Sylwia postanowiła przylecieć do Polski i na miejscu sprawdzić, jak postępują prace. - Owszem, pół dachu zostało zrobione, ale jak się potem okazało, źle. Nie zostały jednak rozpoczęte prace przy kominach i kanalizacji - zaznacza pani Sylwia. - Proszę o rachunki i faktury, ale ich nie dostaję, bo pan K. informuje mnie, że firmy nie ma.
Pani Sylwia wymówiła umowę przedsiębiorcy z Krakowa. Montaż dachu zleciła firmie z Podhala. Sprawę oszustwa zgłosiła do zakopiańskiej policji, prokuratory, rzecznika konsumenta. - Chciałam się mimo wszystko dogadać z panem K. Zaproponowałam by coś w ramach rekompensaty zrobił, np. płot czy kominek - tłumaczy nasza rozmówczyni. - Ale usłyszałam tylko: "Ty stara k... " i szereg równie niewybrednych wyzwisk, a na koniec - groźbę: "Dosięgnie cię zemsta góralska". Pani Sylwia oprowadza nas po domu "wyremontowanym" za 46 tys. zł przez krakowskiego biznesmena. - Gdy pada deszcz, siedzę pod parasolem i latam po całym domu z garnkami i miskami, bo woda leje mi się do środka - właścicielka willi pokazuje usterki w dachu i zacieki na ścianach. - Proszę zobaczyć jak wygląda rzekomo zrobiona łazienka: zerwana podłoga, dziura i nic więcej. Nawet na desce klozetowej poskąpił, bo kupił za małą. Nie ma baterii, kanalizacja to raptem cztery rury, ale już nie podłączone do sieci. Usterki widać wszędzie.
Pani Sylwia ocenia, że prace, które wykonał Bronisław K. kosztowały ok. 10 tys. zł.
- Pan K. oszukał mnie na 35 tys. zł - podsumowuje. - Podejrzewam, że gdybym nie wróciła do Polski, to kolejne pieniądze wręczyłabym mu na remont i wróciłabym do ruiny... W Stanach taka sytuacja - dodaje - byłaby niemożliwa.
Pan Bronisław K. nie chciał z nami rozmawiać. - Tyle nerwów mnie to kosztowało, że nie chcę już wypowiadać się na ten temat - stwierdził.
Halina Kraczyńska
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2007/07/24
