Zakopane — portal z-ne.pl

Tyle sadzy wokół, że nie da się tu żyć

28.07.2007

Codziennie ok. godz. 17 rozpoczyna się dla mieszkańców kamienicy na Kamieńcu prawdziwa gehenna. Gdy znajdująca się tam piekarnia rozpoczyna swoje wypieki na następny dzień, z jej komina bucha dym a razem z nim lecą ogromne ilości sadzy. Okoliczni mieszkańcy mają już dość takiego życia.

Deszcz sadzy

Jedna z kamienic na Kamieńcu, w której znajdują się prywatne mieszkania a także zakład piekarski, aż huczy od konfliktu między właścicielami piekarni a mieszkańcami. Cała awantura dotyczy wielkiej ilości dymu i sadz, jakie wydobywają się z piekarnianego komina, gdy ta rozpoczyna wypieki na następny dzień.

- Codziennie od godziny 17 jest to samo. Straszny dym oraz sadze lecą wszędzie. Czasami nawet są wielkości groszku - mówi oburzona Agata Wojtecka. - Nasze podwórko jest zaraz pod kominem piekarni. Okna naszych mieszkań też. Wszystko leci nam nie tylko na podwórko. Nawet okien nie możemy otworzyć. A przy tym wielki smród...

Najgorzej jest gdy pada deszcz.

- Wtedy nie czuć tego smrodu, ale z nieba dosłownie pada czarny deszcz sadzy - zaznacza Agata Wojtecka.

- A najgorszej jest zimą. Biały śnieg błyskawicznie robi się czarny. Nic nie można tutaj zrobić. Ani okna otworzyć, ani dzieci wyprowadzić na zewnątrz - narzeka Elżbieta Majchrzak.

Nie chcą zamknięcia

Taka sytuacja trwa już od dłuższego czasu. Sąsiedzi piekarni starali się rozmawiać z właścicielami zakłądu.

- Mieliśmy spokój, gdy piekarnia opalała piecem olejowym. Gdy jakiś czas temu znowu przeszli na węgiel, sytuacja stała się beznadziejna. Rozmawialiśmy wtedy z właścicielami o sadzy w naszych domach i podwórku. Odpowiedzieli nam, żebyśmy sobie sami sprzątali - zaznacza Agata Wojtecka. - Pisaliśmy też do różnych instytucji, ale bez efektu. My nie chcemy zamknięcia firmy, ale rozwiązania naszych problemów.

Według mieszkańców kamienicy, rozwiązaniem problemu nadmiernej ilości sadz byłoby dobudowanie ok. 2 metry komina oraz założenie specjalnych filtrów.

Trudne sąsiedztwo

Właściciele piekarni odpierają zarzuty swoich sąsiadów. Twierdzą, że to po prostu trudne sąsiedztwo.

- Jakoś dziwnym trafem nie przeszkadzamy innym, tylko tym paniom - mówi Maria Hulbój, właścicielka zakładu. - Spełniamy wszelkie wymagane normy. Palimy ekogroszkiem. Komin mamy czyszczony co miesiąc. To po prostu ludzka złośliwość.

Na propozycję założenia filtrów właściciele piekarni odpowiadają, że ich na to nie stać.

- My jesteśmy małą piekarnią. Założenie specjalnych filtrów kosztowałoby nas 200 tys. zł. Tymczasem sam szpital jest nam winien 50 tys. zł - wyjaśnia Maria Hulbój.

Okazuje się jednak, że przez ostatnie trzy miesiące komin rzeczywiście nie był czyszczony. Umowę z kominiarzem piekarnia podpisała dopiero dwa dni temu.

- Gdy teraz komin będzie oczyszczany regularnie, ilość sadz powinna się zmniejszyć. Dym niestety pozostanie - wyjaśnia Czesław Wojtas, kominiarz z wieloletnim stażem, który teraz będzie zajmować się piekarnią.

Jak się okazuje, również samo przejście z ogrzewania olejowego z powrotem na węglowe nie jest zgodne z prawem. Ustawa o ochronie środowiska zabrania bowiem zamiany ekologicznego ogrzewania na nieekologiczne.

Z uwagi na bardzo wysokie koszty oleju opałowego wiele firm tak niestety robi.

Łukasz Bobek

Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2007/07/28