Zakopane — portal z-ne.pl

Zakopiańskie "Alternatywy 4"?

01.08.2007

Są z całej Polski, a nawet z zagranicy. Zapłacili, jak na tamte czasy, słone pieniądze, bo wymarzyli sobie mieszkanie pod Giewontem.

Teraz przeklinają swoje marzenia, bo zamiast cieszyć się pięknym widokiem na Tatry, jeżdżą na kolejne rozprawy do sądów i piszą podania domagając się w nich sprawiedliwości.

Deweloper niewinny

Wczoraj przed zakopiańskim sądem zapadł kolejny wyrok w ich sprawie. Sędzia ponownie uniewinnił zakopiańskiego dewelopera. Pani Cecylia, która występuje jako oskarżyciel posiłkowy, płacze. Denerwuje się przed ogłoszeniem wyroku. Bo co będzie - pyta - gdy sędzia znowu uniewinni inwestora, u którego kupili mieszkania? Na pewno, zaznacza, będą się odwoływać, ale ile jeszcze lat mają spędzić w sądach, by mieć satysfakcję, że oskarżony został uznany winnym i aby zrekompensował im straty? Mówi, że sądzą się już czwarty rok.

Zamiast marzeń... nerwy i proces

 - Przypłaciłam to zdrowiem, nerwami i nic... Według sądu, wszystko jest w porządku - podsumowuje pani Cecylia z Opola, która kilka lat temu kupiła mieszkanie w domu przy ul. Droga do Olczy.

Nasza rozmówczyni opowiada nam swoją zakopiańską historię. - Zapłaciliśmy 43 tys. USD za 43 metry kw., a dostaliśmy 36 m. Resztę gdzieś wcięło - mówi. - Tak więc w efekcie metr kosztował nas nie 1000 USD, ale 1200. Po dwóch latach mieszkania, w roku 2000 dowiedzieliśmy się, że nie mamy prawa własności do naszego mieszkania, bo inwestor z trzech mieszkań (w tym jednego naszego) zrobił jedno wspólne. Łączy nas hol. Ale prawa do holu scedował na jednego lokatora, a my mamy tylko ustanowioną służebność. Nie mamy też żadnych pomieszczeń gospodarczych. Gdy kupowaliśmy mieszkanie, w domu miało być siedem lokali, teraz jest ich 11. Jak mamy nie czuć się oszukani?

Czuję się oszukany

Pani Cecylia nie jest jedyną, która czuje się oszukana przez zakopiańskiego dewelopera. Osób z nim wojujących jest kilka. Pan Włodzimierz, który mieszka w domu sąsiadującym z tym, gdzie mieszka pani Cecylia, walczy nie tylko przed zakopiańskim sądem. Sprawę z powództwa cywilnego odnośnie obniżenia wartości mieszkania z tytułu wad technicznych oddał też do sądu okręgowego w Krakowie. - Wygrałem przed sądem okręgowym i przed apelacyjnym - twierdzi pan Włodzimierz. Pokazuje nam opinię biegłego sądowego dotyczącego jego mieszkania. - Z tej opinii wynika, że inwestor mnie oszukał. Budynek nie miał i nadal nie ma pozwolenia na budowę, a pozwolenie na użytkowanie jest według mnie fikcją - podkreśla pan Włodzimierz.

Pan Włodzimierz mówi, że nie planował kupna mieszkania w Zakopanem, ale że często bywał pod Giewontem i wyczytał w gazecie o sprzedaży lokali w atrakcyjnym miejscu, zadzwonił do dewelopera. - Pierwszy raz zobaczyłem dom w stanie surowym w 1998 r. - wspomina pan Włodzimierz. - Od razu powiedziałem, że ja chcę mieszkanie na pierwszym piętrze, pokój z kuchnią. Cieszyłem się w sumie, bo dom, jak mi powiedział inwestor, miał być jednorodzinny w zabudowie bliźniaczej z czterema lokalami mieszkalnymi. Czyli spokój, cisza. W maju tego samego roku podpisałem akt notarialny. Inwestor zapewniał, że budowa jest prowadzona zgodnie z pozwoleniem na budowę.

Pan Włodzimierz kupił 33,28 metrów kw. za 36 tys. USD: dwa pokoje z aneksem kuchennym, łazienką, przynależną piwnicą, miejscem parkingowym.

- Według umowy regularnie wpłacałem raty. Miałem się wprowadzić w listopadzie 1998 r. Inwestor powiadomił mnie jednak, że nie dotrzyma terminu - twierdzi pan Włodzimierz. - Na początku lutego 1999 r. inwestor dzwonił do mnie z informacją, że lokal jest gotowy. Umówiliśmy się na 19 lutego u rejenta by podpisać końcowy akt notarialny. Ja ściągnąłem meble, przyjeżdżam i okazuje się, że deweloper nie może uzyskać z urzędu miasta pozwolenia na użytkowanie bo dom wybudowany jest niezgodnie z projektem, na podstawie którego otrzymał pozwolenie.

W uzasadnieniu napisano, że decyzja o pozwoleniu na budowę obejmuje budynek jednorodzinny a wybudowany dom jest wielorodzinny. - Inwestor, choć od lutego nic nie zrobił poza tym, że dobudował dodatkowe wejście, dostał pozwolenie na użytkowanie - podkreśla pan Włodzimierz. - W sierpniu 1999 r. podpisałem akt notarialany choć wiedziałem, że nie będę mieć tego za co zapłaciłem. Zdawałem sobie sprawę, że albo biorę co mi dają, albo tracę wszystkie pieniądze.

Pan Włodzimierz w sumie za dopłatą dostał prawie 60 metrów i właściwie dwa mieszkania: ma dwie łazienki, dwa aneksy kuchenne i dwa liczniki na prąd, na wodę, nie ma kotłowni, zamiast pomieszczeń gospodarczych na strychu ma dodatkowych sąsiadów, zamiast czterech lokali jest teraz - jak mówi - dziewięć.

- Wentylacja z mojej kuchni jest połączona z wentylacją w łazience u sąsiadów ze strychu, a tynki mają 2 cm - dodaje. Zakopiański deweloper, który sprzedał mieszkania w domach przy ul. Droga do Olczy mówi, że absolutnie nikogo nie oszukał i nie czuje się winny. A cała inwestycja jest zgodna z pozwoleniami i prawem budowlanym. Najlepszy dowód to dwa uniewinniające wyroki sądowe.

Halina Kraczyńska

Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2007/08/01