Zakopane — portal z-ne.pl

Łóżko dla starego, chorego człowieka

05.09.2007

W powiecie tatrzańskim nie ma oddziału geriatrycznego, paliatywnego, dla przewlekle chorych ani hospicjum. Owszem, jest dom starców na Ciągłówce, ale - jak twierdzi Alicja Szarek, pełnomocnik ds. zdrowia na terenie gminy Zakopane - jest raptem 10 łóżek dla przewlekle chorych.

- U nas nikogo stary, czy przewlekle chory pacjent nie interesuje, a problem będzie narastać - ostrzega doktor Alina Łojas, przewodnicząca komisji rodziny w radzie miasta Zakopanego.

Doktor Anna Węglarz, prezes Podhalańskiego Stowarzyszenia Przyjaciół Chorych Hospicjum Jezusa Miłosiernego w Zakopanem potwierdza, że problem w naszym powiecie jest i w przyszłości będzie się jeszcze nasilać.

- Nasz teren jest bardzo stary demograficznie - podkreśla Anna Węglarz. - Nasza społeczność to najczęściej ludzie powyżej 65. roku życia, którzy mają przed sobą jeszcze kilkanaście lat życia. Wymagają oni jednak większej opieki lekarskiej niż ludzie młodzi. Na naszym terenie rośnie liczba terminalnie chorych, którzy leczeni są w domu, bo nie mamy u nas żadnego zabezpieczenia dla tych ludzi. Zgłasza się ich coraz więcej do nas, bo nie ma dla nich miejsca w szpitalu.

Niestety, szpitale w Polsce coraz częściej nastawione są na osiąganie zysków, a to oznacza kontrakty wysokospecjalistyczne, które opłacają się placówce. Stąd też dyrektorzy szpitali nie są zainteresowani prowadzeniem oddziałów dla przewlekle chorych, bo te - jak zaznacza doktor Anna Węglarz - przynoszą im najmniejszy dochód.

W zakopiańskim szpitalu, jak twierdzą radni, jest tak samo.

- Nasz powiat nie ma zabezpieczenia dla przewlekle chorych, bo jest nastawiony na dochód, bo pani dyrektor postawiła na sukces, nie na ludzi - przekonywał radny Józef Figiel.

- Był w szpitalu oddział geriatryczny, ale został rozwiązany - przypomniała Alicja Szarek. - Nie był dochodowy dla ZOZ-u. Uważam jednak, że teraz, gdy nasz szpital jest w lepszej sytuacji, należałoby wrócić do pomysłu uruchomienia oddziału geriatrycznego połączonego z paliatywnym. Potrzebujemy takiego oddziału! Ale jak namówić dyrektor szpitala by chciała do tych usług wrócić, by np. zechciała w szpitalu uruchomić kilkanaście łóżek?

Radna Marzena Mitan-Abel stwierdziła jednak, że owszem, można namówić. Przypomniała, że zakopiański szpital ma swego rodzaju dług wdzięczności wobec gminy Zakopane, dlatego powinien pomóc gminie w rozwiązaniu problemu leczenia ludzi starszych i przewlekle chorych.

- Gmina Zakopane w ostatnich latach umorzyła szpitalowi ok. pięć mln zł podatku i ma prawo żądać od jego dyrekcji pewnego rodzaju usług potrzebnych naszym mieszkańcom - stwierdziła Marzena Mitan-Abel.

Sekretarz miasta Franciszek Bachleda Księdzularz zaproponował radnym, by przedstawić problemy z leczeniem przewlekle chorych starostwu i by spotkać się z dyrektor szpitala, by zapoznała radę z planami placówki na przyszłość w związku z podejrzeniami Józefa Figla.

- Może nasz szpital dąży do prywatyzacji bo oferuje wysokospecjalistyczne usługi a nie zajmuje się szarym Kowalskim - mówił radny.

Dyrektor zakopiańskiego szpitala Regina Tokarz zdziwiona jest reakcją miejskich radnych. Zaprzecza wszystkim zarzutom. Jest nawet oburzona stanowiskiem radnych.

- Co w ogóle radni miejscy mają do szpitala, który podlega powiatowi? Teraz żądają, a gdy cztery lata temu był kryzys to miasto nas tylko straszyło - mówi Regina Tokarz.

Zdaniem pani dyrektor, przygotowania kilku łóżek nie wchodzi z grę.

- To nie jest takie łatwe. Niech radni poczytają sobie ile warunków i jakie trzeba spełnić, żeby coś takiego powstało - zaznacza dyrektor szpitala.

Niewykluczone, że w szpitalu im. T. Chałubińskiego powstanie oddział dla przewlekle chorych.

- Cały czas myślimy o oddziale paliatywnym lub zakładzie opiekuńczo-leczniczym. Wówczas koszty leczenia pokrywałby NFZ, a koszt pobytu sam pacjent - zapowiada Regina Tokarz. - Wówczas miesięczny koszt pobytu pacjenta wyniósłby ok. 600 złotych. Miasto jeśli chce pomóc, to mogłoby biedniejszym osobom dofinansować pobyt na oddziale.

Jeżeli zaś chodzi o rzekome pięć milionów złotych umorzonych przez gminę z zaległego podatku od nieruchomości, to dyrektor szpitala jest oburzona zachowaniem radnych.

- To są bajki! W 1998 roku szpitalowi został naliczony podatek tak jakby to była normalna działalność usługowa, gospodarcza. W ciągu roku wyszło ok. 300-400 tysięcy złotych. Przez kolejne lata naliczano od tej kwoty odsetki. Ja jestem ekonomistką, jednak w żaden sposób nie mogę doliczyć się tutaj kwoty pięciu milionów złotych - podsumowała Regina Tokarz.

(hak, łb)

Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2007/09/05