Scenariusz niczym z "Rejsu"
08.09.2007
Ustalenie, które normalnie powinno zająć od pięciu do piętnastu minut, trwa już kolejny miesiąc. A wszystko przez to, że pracownicy wydziału architektury Urzędu Miasta Zakopanego nie rozumieją pytań, jakie radni kierują do nich na piśmie. Radni nie mają pewności, czy za brakiem zrozumienia stoi zła wola urzędników, czy ich, delikatnie mówiąc, indolencja.
- Mamy tu odpowiedź z wydziału architektury odnośnie sprawy Andrzeja Mrowcy-Ciułacza, Pardałówka 52 a, z której wynika, że w wydziale w ogóle nie zrozumieli pytania, jakie im zadaliśmy - bez przekonania zaczęła przewodnicząca komisji rewizyjnej Renata Szych. - Przypomnę, że pan Andrzej zwrócił się o wyjaśnienie swojego problemu w lipcu.
Chodziło o proste wyjaśnienie, dlaczego pracownicy urzędu miasta wysyłają do niego urzędową korespondencję na stary adres. - Przypomnę, że rzecz dotyczyła planowanej budowy na działce skarbnik powiatu Reginy Tokarz, nasz burmistrz Jan Gąsienica-Walczak denerwował się, że mu zarzucano, iż jej sprawę załatwił szybko. W trzy dni nastąpiło wszczęcie, a ja wiem, bo jako architekt chodzę w imieniu inwestorów po urzędach, że normalnie wszczęcie robi się po 3 - 4 miesiącach. Burmistrz tłumaczył, że podpisał szybko, nie patrząc nawet na nazwisko. Wszyscy jednak wiemy, jakie są przełożenia polityczne; tu ze starostwa przyszedł rozkaz i szybko sprawę załatwiono - zagaił radny Jan Karpiel-Bułecka. Przewodnicząca komisji przypomniała, że tu chodzi o zły adres korespondencji. - Właśnie chcieliśmy zweryfikować, na jaki adres urząd wysyła korespondencję do strony, jaką w sprawie tej planowanej budowy jest Andrzej Mrowca - dodał radny Jerzy Zacharko. Radny Józef Figiel przypomniał, że cała korespondencja dochodzi do interweniującego Andrzeja Mrowcy prawidłowo, na nowy adres. - Dziwnym trafem, korespondencja ta wysłana była na stary adres. Zdenerwowany Jerzy Zacharko mruknął, że wyjaśnienie sprawy nastąpi pewnie za pół roku.
Radni postanowili zawezwać naczelnika wydziału miejskiej architektury. - Jest na urlopie - przypomniał Jan Karpiel-Bułecka. Zatem wezwano jedną z podległych mu urzędniczek. - Ja nie prowadzę tej sprawy - broniła się od razu, czytając odpowiedź, jakiej radnym udzielił jej wydział.
- Prosiliśmy o sprawdzenie wszystkich pism o warunkach zabudowy, jakie państwo wydali dla przedmiotowych działek, dla których stroną jest Andrzej Mrowca. A państwo nam napisali, żebyśmy "sprecyzowali nasze pytanie", informując jednocześnie, że wydano warunki zabudowy nr... itd. - czytała zdezorientowanej urzędniczce lakoniczną odpowiedź z architektury Renata Szych.
Następnie zaprezentowała skargę na działania urzędu miasta od Andrzeja Mrowcy i pogwałcenie jego praw obywatelskich. Pyta w niej, dlaczego Urząd Miasta Zakopanego przysyła pismo na stary adres, mimo że to urząd dokonał zmian nazw ulic i numerów na Pardałówce, o których doskonale wie. - Skarżący uważa, że to celowe działanie w celu ukrycia wydania decyzji o warunkach zabudowy przed sąsiadami i stronami. Pyta, w czym zwykli mieszkańcy są gorsi? Czy to jest zrozumiałe? - pytała retorycznie Renata Szych. Radni dodali, że jeśli urzędnik nie rozumie pytania skierowanego na piśmie, to wystarczyło zejść z drugiego piętra do Biura Rady i sprawdzić w protokole posiedzenia poprzedniej komisji rewizyjnej, o czym dyskutowano.
- Nam chodzi o to, ile i na jakie adresy zostały wysłane zawiadomienia o wydanych warunkach zabudowy dla tej działki - skwitowała przewodnicząca komisji.
Pismo od skarżącego zostało skopiowane i wręczone pracownicy wydziału architektury. A radni podjęli decyzję o skierowaniu ponownego wniosku do burmistrza o wyjaśnienia w sprawie urzędowej korespondencji z mieszkańcem Pardałówki.
***
Po wyjściu z posiedzenia komisji rewizyjnej nasuwa się tylko jeden komentarz - wystarczyłoby nagrać pięć minut rozmowy pomiędzy radnymi a urzędniczką z wydziału architektury, a kolejna scenka z "Rejsu" czy "Misia" byłaby gotowa. Doprawdy zabawne facecje. Szkoda tylko, że to za publiczne, moje i Państwa, pieniądze. I że jednak nikt tego nie kręci...
(RAV)
Źródło: Dziennik Polski - www.dziennik.krakow.pl - 2007/09/08
