Drogowcy się nie popisali
17.09.2007
Mijają dokładnie dwa tygodnie, odkąd w Zakopanem rozpoczęła się budowa przejścia podziemnego. Wiąże się to z zamknięciem dla ruchu na minimum osiem miesięcy ulicy Kościeliskiej. Czas ucieka wielkimi krokami. Nadciąga zima, a na placu budowy ruch niewielki. I mimo że inwestor deklarował szybkie tempo prac, to wyszło jak zwykle. A przecież Zakopane w czasie zimowego sezonu turystycznego nie da sobie rady bez otwartej ulicy Kościeliskiej.
Przejście podziemne to jedna z najważniejszych inwestycji dla Zakopanego. Od ładnych kilkunastu lat największa. Szacuje się, że koszt budowy przejścia pomiędzy Krupówkami a dojściem pod Gubałówkę grubo przekroczy 6 milionów zł. Niestety, inwestycja to gigantyczna i powoduje automatycznie gigantyczne utrudnienia w mieście. Zamknięcie ulicy Kościeliskiej nawet teraz, we wrześniu, po sezonie, powoduje ogromne utrudnienia w ruchu.
- Wąskimi uliczkami jeżdżą autobusy i ciężarówki. Często blokują ruch - załamuje ręce taksówkarz Andrzej Giewont. - Nie był to dobry pomysł, aby np. Kasprusiami jeździły duże pojazdy. Już teraz jest źle, a proszę sobie wyobrazić, co będzie się dziać zimą. Wąskie ulice jeszcze bardziej zwęzi śnieg. Wtedy np. w okresie sylwestrowym czeka nas prawdziwy komunikacyjny paraliż.
Co prawda wykonawca przejścia podziemnego deklarował, że na sezon zimowy będzie można jeździć ulicą Kościeliską, ale patrząc na tempo prac, od razu wiadomo, że nie będzie to możliwe.
- Mają stary system pracy jeszcze z PRL - śmieje się pan Stanisław, kierowca busa. - Trzech robotników, z czego jeden pracuje koparką, a dwóch go pilnuje. Pół miesiąca minęło, a ledwo ruszyli pracę. A tu przecież non stop powinna biegać cała ekipa drogowców.
Wszystko więc wskazuje, że zimą kierowców pod Tatrami czekają ciężkie czasy.
(bol)
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2007/09/17
