Zakopane — portal z-ne.pl

Skoki: utrapienie czy żyła złota dla górali?

28.01.2008

Skoki: utrapienie czy żyła złota dla górali?

Ale to tylko jedna strona Pucharu Świata. Dla zakopiańczyków były to też trzy dni wrzasków do późnych godzin nocnych, skandowania „Małysz, Małysz” czy „Robert Mateja, polskich skoków nadzieja” i drażniących odgłosów wszechobecnych trąbek „małyszówek”.

– To aż trudno wytrzymać! Żałoba, a tu u nas jedno pijaństwo, a pewnie i narkotyków nie brakowało –skarży się pan Władysław, starszy mieszkaniec Zakopanego. Dodaje, że mieszka przy Krupówkach i wrzaski kibiców nie pozwalały mu zasnąć do późnych godzin nocnych. – Głośne śpiewy, przeklinanie aż uszy więdną i do tego te trąbki. Od rana do nocy to przeraźliwe trąbienie. Po prostu nie do wytrzymania – denerwuje się zakopiańczyk.

Nie on jeden w Zakopanem ma dość szaleństwa na ulicach miasta.

– Tylu pijanych, wrzeszczących hord wymachujących flagami dawno u nas nie było – podkreśla pani Helena z Zakopanego.

Kibice hałaśliwie zachowywali się również w sklepach, pubach. Nawet co niektórzy turyści, którzy pod Tatry zjechali już na ferie, byli zmęczeni takim hałasem i zamieszaniem.

– Piłem sobie spokojnie kawę w Morskim Oku, ale co chwila kibice wchodzili z trąbkami i nawet tam trąbili – mówi Janusz, turysta z Krakowa.

Ale większości turystów to się podobało. – Jest niesamowita atmosfera! No, może trochę i pijanych jest, i trochę głośno, ale przecież ci kibice nikomu nic złego nie robią, nie zaczepiają, zupełnie nie są agresywni, jak np. ci turyści, którzy do Zakopanego przyjeżdżają na sylwestra. Po prostu wszyscy się bardzo dobrze bawią! – przekonuje Bernadka Krok z Nowego Sącza.

Potwierdza to także zakopiańska policja.

– Owszem, było sporo ludzi, że tak określę „wczorajszych” lub po piwku, było głośno, ale nie odnotowaliśmy jakichś poważniejszych zdarzeń, poza kilkoma kieszonkami, kolizjami i jedną niegroźną bójką na ul. Kościuszki – podsumowuje wstępnie st. asp. Monika Kraśnicka-Broś, rzecznik prasowy zakopiańskiej policji. Dodaje, że policyjne patrole nie odnotowały żadnych agresywnych zachowań, wręcz przeciwnie, nawet pijani kibice byli grzeczni.

– Może i kapkę tam hałasowali i za głośno trąbili, ale chyba w Zakopanem nikt nie powinien narzekać, bo przez te trzy dni zarobiliśmy i to wszędzie – argumentuje pani Maria, handlująca na Krupówkach oscypkami.

A te szły jak przysłowiowe ciepłe bułeczki. Przy każdym stoisku, szczególnie gdy kibice wracali ze skoków, niemal ustawiały się kolejki. Wtedy też kolejki tworzyły się i w restauracjach oraz pubach, zwłaszcza tych przy Krupówkach.

– Po sobotnim konkursie mieliśmy problem ze znalezieniem miejsca, gdzie moglibyśmy coś zjeść. Dopiero w którymś z lokali po 15-minutowym czekaniu dostaliśmy stolik – opowiada Lucyna Gera, turystka z Radomyśla.

Tłoczno było też i w sklepach. Zarobili kwaterodawcy, busiarze, sprzedawcy pamiątek regionalnych i fiakrzy.

Halina Kraczyńska

Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2008/01/28