Ostatki dla górali to czas ciężkiej pracy
30.01.2008
Okazuje się, że tutaj zbiorczych imprez nie będzie. Balu władz miasta również. Mieszkańcy Zakopanego i górale mówią, że w czasie, gdy są ferie i sezon narciarski w pełni, mało kto ma czas i ochotę na karnawałowe hulanki.
Już zaczynają się nam ostatki. W tym roku Święta Wielkanocne przypadają 23 i 24 marca, a więc wyjątkowo wcześnie. Już czas powoli żegnać się z karnawałem.
Niestety w Zakopanem jeśli chcemy się wybawić i wytańczyć, musimy generalnie imprezę zorganizować sobie sami.
– Nasz bal będzie w czwartek na sesji Rady Miasta – śmieje się Ewa Matuszewska, rzecznik zakopiańskiego urzędu. – Na pewno, jako że to tłusty czwartek, będzie można spróbować u nas tradycyjnego pączka. A jeśli chodzi o organizowanie jakiejś miejskiej wspólnej zabawy, powiem szczerze, nie było na to czasu. Miasto chyba bardziej powinno myśleć o sylwestrze dla turystów, niż o organizowaniu balów karnawałowych.
Zresztą zdaniem zakopiańskich urzędników świetnie tutaj sprawdza się prywatna inicjatywa– restauracje, karczmy i hotele. Jeśli jest takie życzenie, goście sami organizują dla siebie niewielkie imprezy. – Zabawa plenerowa zimą ma to do siebie, że owszem, posłuchać muzyki można, ale już z tańczeniem na śniegu jest o wiele gorzej – zaznacza Ewa Matuszewska.
Są i tacy, którym wspólnej karnawałowej imprezy brakuje.
– Zrobić taki bal jak za starych czasów – rozmarza się Marcin Koczkowski z Zakopanego. – Wie pan, taki, żeby panie występowały w sukniach a panowie we frakach. Ale u nas nawet nie ma gdzie tak wielkiej imprezy zrobić. Gdyby wybudowano halę widowiskową, można by wtedy organizować tańce dla kilku tysięcy osób. Bo na mrozie i śniegu w szpilkach można piruety kręcić, ale takie ostateczne.
Inni zaś twierdzą, że to zbytek, bo mieszkańcy Zakopanego najzwyczajniej nie mają na to czasu.
– Są ferie, nie ma czasu na zbytki i lenistwo – podkreśla Maria Krzeptowska z jednego z pensjonatów. – Pracuje się od świtu do nocy i człowiek po harówce jak umarły zwala się do łóżka, a nie myśli o potańcówkach. Dla górali czas na odpoczynek to jest, ale w listopadzie. A nie teraz, kiedy jest szansa nieco odłożyć na martwy sezon. Nie ma tu więc o czym gadać.
Przemysław Bolechowski
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2008/01/30

