Czad truje w Zakopanem. Jak się przed nim uchronić
05.02.2008
Wcześniej tlenek węgla zaatakował w Kościelisku. Dwie nastolatki w poważnym stanie trafiły do szpitala. Na szczęście stan poszkodowanych znacznie się poprawia.
Zatrucie tlenkiem węgla często bywa śmiertelne. Jak się okazuje, łatwo się przed tego typu wypadkami zabezpieczyć. Na polskim rynku już od dłuższego czasu można kupić specjalne czujniki wykrywające nawet niewielką ilość czadu w naszym domu. Niestety, tego typu urządzenie nie są tanie – często kosztują kilkaset złotych. Być może stąd tak rzadko są one spotykane w podhalańskich domach.
Śmiertelne wypadki związane z tlenkiem węgla, czyli czadem, pojawiają się niezależnie od pory roku. Na Podhalu okresem szczególnie gorącym jeżeli chodzi o prawdopodobieństwo ulatniania się czadu jest zima, gdy ludzie ogrzewają swoje domy. Mało kto jednak zdaje sobie z tego sprawę. W świadomości ludzi wciąż pokutuje przeświadczenie, że czad pojawia się tylko w łazienkowych piecykach do podgrzewania wody. Tymczasem równie niebezpieczne są piece węglowe stosowane na Podhalu do ogrzewania domów.
Czad, niezależnie od źródła pochodzenia, jest gazem bezwonnym i niewidocznym. Dlatego jest tak niebezpieczny dla człowieka. Jakie więc objawy powinny nas zaniepokoić?
– Przede wszystkim bóle i zawroty głowy – wylicza Sylweriusz Kosiński, wicedyrektor zakopiańskiego szpitala. – Do tego dochodzi szum w uszach. To nas powinno zaniepokoić i skłonić do wezwania pogotowia. Do tego często, jak zaczyna się wydzielać tlenek węgla, czuć taki charakterystyczny swąd. Później już sam czad jest bezwonny. Kolejną okolicznością, która powinna wzbudzić zaniepokojenie jest to, że te same dolegliwości mają wszystkie osoby przebywające w tym samym pomieszczeniu czy budynku. To może wskazywać, że np. z pieca ulatnia się tlenek węgla. Tymczasem, jak mówią eksperci, są przecież bezpieczne i dość skuteczne domowe czujniki wykrywania czadu. Choć w Zakopanem są one trudno dostępne.
– Obecnie ich już nie mamy – powiedziano nam w jednym ze sklepów. – Mieliśmy jesienią i wszystkie wykupiono.
Teraz więc, aby zaopatrzyć się w taki wykrywacz, trzeba czujników szukać w większych miastach. Kosztują one od dwustu złotych w górę. Urządzenia tego typu wykrywają w powietrzu już nawet niewielką ilość tlenku węgla, jeszcze bezpieczną dla ludzi. Wtedy włącza się specjalny sygnał dźwiękowy i świetlny. Sprzedawane obecnie urządzenia mają niezależne zasilanie, mogące działać nawet rok.
Powodów ulatniania się tlenku węgla w naszym domu może być naprawdę wiele.
– To przede wszystkim niewłaściwa eksploatacja pieców – wylicza Andrzej Kowalcze, komendant Państwowej Straży Pożarnej w Zakopanem. – Ze swojej strony polecam właśnie używanie detektorów, które są w tej kwestii najskuteczniejsze. Oczywiście koszt dwustu złotych to nie jest tanio, ale jednak życie mamy jedno. Poza tym apeluję – kontrolujmy okresowo przewody kominowe. Zlecajmy to osobom z uprawnieniami. Wtedy ryzyko tego typu zdarzeń jest naprawdę minimalne. Warto więc nieco zainwestować we własne bezpieczeństwo, tym bardziej że często zatrucie tlenkiem węgla kończy się śmiercią lub poważnym uszkodzenia mózgu.
200 złotych za życie to chyba nie jest wiele.
Przemysław Bolechowski
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2008/02/05

