Nasze dzieci chorują nie na ciele, a na duszy
23.02.2008
Lekarze i pielęgniarki, którzy na co dzień opiekują się ponad 6 tysiącami uczniów z 42 zakopiańskich szkół – podstawowych, gimnazjów i ponad gimnazjalnych – biją na alarm i proszą władze gminy o etaty dla psychologów dziecięcych i pedagogów szkolnych.
– Od trzech lat prowadzę zakład opieki zdrowotnej, który ma podpisaną umowę z NFZ na usługi związane z medycyną szkolną w zakopiańskich szkołach – opowiada dr Maria Podsiadło.
Jej lekarze i pielęgniarki bardzo często odwiedzają zakopiańskie szkoły. Nawet w tych najmniejszych starają się być przynajmniej raz w tygodniu.
– Wychwytujemy wiele alergii u dzieci, wady postaw, ale ogólnie można powiedzieć, że stan zdrowia naszych uczniów jest lepszy niż kilka lat temu – podsumowuje doktor Podsiadło. – Rodzice bardzo dbają o swoje potomstwo, i nawet w przypadkach drobnych dolegliwości zgłaszają się z dzieckiem do lekarza. Nie ma u zakopiańskich dzieci większych problemów z otyłością, z cukrzycą, poprawił się też znacznie stan uzębienia najmłodszych.
– Prawdziwym problem jest ogromna liczba dzieci i młodych ludzi z kłopotami emocjonalnymi o podłożu nerwicowym – wyjaśnia doktor Podsiadło. – Nasze dzieci nie radzą sobie ze szkolnym stresem, z trudną sytuacją rodzinną, nie radzą sobie z rzeczywistością. Przerażająco dużo jest prób samobójczych, najczęściej wśród gimnazjalistów. Na szczęście sporo z nich udaremniają nasi pracownicy. Coraz częściej i niestety w coraz młodszym wieku uczniowie sięgają po alkohol.
– Kiedyś pierwszy raz upijali się w wieku 18 lat. Teraz piją już 14-letni uczniowie – podkreśla Maria Podsiadło. – Częściej też upijają się dziewczyny, niż chłopcy.
Pomocą dla nich może być spotkanie z psychologiem czy pedagogiem szkolnym. Tych jednak brakuje. Dlatego konieczne są dodatkowe etaty.
Halina Kraczyńska
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2008/02/23

