W drewnianej willi spłonął bezdomny
17.03.2008
Śledztwo w tej sprawie prowadzi zakopiańska policja. Do pożaru doszło w piątek wieczorem. Zapaliła się duża, zabytkowa drewniana willa przy ulicy Jagiellońskiej, stojąca około pięćdziesięciu metrów od zakopiańskich dworców PKP i PKS.
Kilkukondygnacyjny budynek od kilku lat, gdy jego obecny właściciel ze względu na zły stan willi pozbył się ostatnich lokatorów, stał opustoszały.
Dom był już właściwie ruderą. Tablice na jego ścianach od dawna informowały, że budynek grozi zawaleniem. Mimo to, jak to zwykle dzieje się w Zakopanem, często pojawiali się w domu i nocowali bezdomni, i to oni najprawdopodobniej zaprószyli ogień. Sąsiedzi, którzy mieszkają tuż przy budynku, mówili, że to musiało się tak skończyć.
- Tu swoje lokum miały tzw. niebieskie ptaki - mówi Marian Odrzywołek, mieszkający nieopodal. - Często wzywana tu była policja. Bo alkohol był non stop w użyciu. Wcale się nie dziwię, że w końcu doszło do pożaru.
Inni sąsiedzi dodawali, że właściciel budynku zupełnie nie interesował się tym, co dzieje się z jego własnością. Nie interesowało go, że ma nieproszonych gości. Niektórzy twierdzą, że czekał tylko aż zabytkowa willa się zawali ze starości, aby na jej miejscu wybudować nowy dom.
Nieoficjalnie udało się nam dowiedzieć, że właściciel nieruchomości od dawna czynił starania o zgodę na zburzenie domu. Zezwolenia jednak nie dostawał, bowiem obiekt był zabytkowy. Pożar więc tylko przyspieszył dogorywanie niszczejącej willi.
Ogień, jak mówią zakopiańscy strażacy, bardzo szybko zajął prawie cały drewniany budynek. Jednak dwóm bezdomnym udało się uciec z płonącej willi.
Jeden z nich z niegroźnymi poparzeniami trafił do szpitala.
Dzicy lokatorzy poinformowali strażaków, że w środku najprawdopodobniej został jeszcze jeden ich kolega. Jak wynikało z zeznań mężczyzn, mógł on się znajdować w pomieszczeniu, gdzie wybuchł pożar.
Strażacy kilkakrotnie w aparatach tlenowych wchodzili do palącego się budynku i przeszukiwali pokoje. Aż w końcu natrafili na ciało.
- Niestety, znaleźliśmy jedynie zwłoki - potwierdza Andrzej Kowalcze, komendant zakopiańskiej straży pożarnej.
- Ciało znajdowało się w jednym z pomieszczeń na parterze budynku. Ofiara to mężczyzna w średnim wieku, osoba bezdomna.
W akcji gaszenia pożaru brało udział kilkudziesięciu strażaków. Dogaszanie budynku trwało do samego rana. Sprawą zajęła się zakopiańska prokuratura.
Przemysław Bolechowski
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2008/03/17

