Oscypkowa katastrofa
04.04.2008
Nie lada problem do rozwiązania czeka władze Zakopanego. Pod koniec kwietnia kończą się umowy dzierżawy na stoiska z oscypkami na Krupówkach. W najbliższym więc czasie trzeba będzie ogłosić kolejny przetarg. I tu powstaje problem, bowiem od niedawna oscypek jest już wpisany na listę produktów regionalnych Unii Europejskiej. To oznacza, że jego kształt i nazwa są chronione.
Tymczasem na Krupówkach na stoiskach z oscypkami sprzedaje się tak naprawdę produkty oscypkopodobne. Teraz, ogłaszając przetarg, trzeba albo zastrzec, że mogą w nim startować jedynie osoby mające certyfikat na oscypka, lub też ogłosić, że rozdzielane będą stoiska, na których sprzedawane będą sery. Ale chyba nie o to pod Tatrami chodzi. Czy w takim razie pseudooscypki znikną z zakopiańskich Krupówek?
Obecnie dzierżawcy stoisk na Krupówkach mają ważne umowy do końca kwietnia. Potem, znów w przetargu, zostanie rozdzielonych kilkanaście stoisk, na których można sprzedawać góralskie serki. Ceny, jakie padają podczas licytacji, potrafią wywołać prawdziwy zawrót głowy. Poprzednio byli i tacy, którzy oferowali ponad dwa tysiące miesięcznie za prawo do sprzedaży owczych serów w centrum stolicy Tatr. A i tym razem zapewne nie będzie inaczej. – Zostanie ogłoszony przetarg – potwierdza Andrzej Kawecki, dyrektor Biura Promocji Zakopanego, które zajmuje się stoiskami z oscypkami. – Będziemy chcieli uporządkować handel oscypkami na Krupówkach. W przetargu będą mogli uczestniczyć jedynie zarejestrowani bacowie. Chodzi o bacówki, które mają odpowiednie certyfikaty. Trzeba bowiem zdawać sobie sprawę z tego, że oscypek jest już produktem unijnym, a za tym idą określone konsekwencje.
Sam zaś przetarg na sprzedaż oscypków co roku budzi ogromne kontrowersje. Czy w takim razie oznacza to, że z Krupówek znikną podróbki? Nadal jednak nie wiadomo, kto ma sprawdzać, czy oscypek w kształcie zastrzeżonym jest z legalnego źródła i o wymaganym przepisami składzie.
– Mam nadzieję, że bacowie, którzy wygrają przetarg, będą gwarantami jakości tego, co będzie sprzedawane na Krupówkach – mówi Kawecki. – Oczywiście ja już obserwuję, że niektórzy sprzedają zamiast oscypka – „scypki”. Ale to od władz miasta i służb kontrolujących będzie tak naprawdę zależeć, co będzie sprzedawane na Krupówkach. Handel podróbkami będzie dla nas złą wizytówką.
Tutaj jednak od razu inni zaznaczają, że nie może być mowy o sprzedawaniu produktów kształtem lub nazwą przypominających oscypki. – Nie ma miejsca na sery nazywane scypek – podkreśla starosta tatrzański Andrzej Gąsienica–Makowski. – Tego typu praktyki będą karane. Nazwa jest chroniona, tak jak i kształt oscypka. Nie można więc kpić sobie i sprzedawać czegoś z mleka krowiego pod nazwą scypek. Przetarg powinien być tak sformułowany, aby startujące w nim osoby spełniały kryteria dotyczące produkcji oscypka. To dotyczy zaś m.in. odpowiedniej kontroli weterynaryjnej, jak i zawartości mleka owczego w oscypku. Z Unią nie ma żartów i wszelkie naginanie czy łamanie przepisów może mieć dla nas bardzo przykre konsekwencje.
Tutaj właśnie tak naprawdę powstaje prawdziwy problem. Jeśli bowiem Biuro Promocji Zakopanego ogłosi przetarg na stoiska z oscypkami, to powinny być na nich sprzedawane prawdziwe oscypki. Jeśli nie – to rozdzielane stoiska nie powinny używać tej nazwy. A co najważniejsze, na palcach jednej ręki można policzyć baców, którzy mogą obecnie wytwarzać oscypka z certyfikatem. A tych prawdziwych oscypków jest tak niewiele, że sprzedawane są na pniu w bacówkach. Skąd więc wziąć towar na Krupówki? I co z zimą, kiedy praktycznie oscypka nie powinno być, skoro nie ma wtedy mleka owczego?
Przed władzami Zakopanego i Biura Promocji stoją nie lada problemy do rozwiązania. Jakieś decyzje trzeba w tej sprawie podjąć. Inaczej Bruksela może się zająć naszymi „cyrkami” z oscypkiem. Obecni dzierżawcy na Krupówkach zastanawiają się też, co będzie, jeśli przegrają. Pomijając to, że stracą źródło dochodu, czeka ich na dodatek przeprawa ze słynnymi fasiągami. Gdy je przekazywano sprzedawcom oscypków, każdy z nich musiał wpłacić kaucję za dyliżans w wysokości 1600 złotych. Teraz może się okazać, że fasiągi są na tyle zniszczone, że kaucja przepadnie. A to kolejne straty.
PRZEMYSŁAW BOLECHOWSKI
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2008/04/04

