Zakopane — portal z-ne.pl

Zakopiańskie toalety, śmierdzący problem

26.05.2008

Zakopiańskie toalety, śmierdzący problem

Pod Gubałówkę turyści są dowożeni autokarami. Na tym placu często jest kilka tysięcy osób i tylko jeden niewielki szalecik, i to położony na uboczu. Ludzie za potrzebą biegają więc pod most chowając się za filar lub idą pod cmentarny mur, oddzielający plac handlowy od zabytkowego Pęksowego Brzyzka. Sprzedawcy spod Gubałówki też mają dość morowego powietrza i żądają od miasta szybkich decyzji.

– Jesteśmy u granic wytrzymałości psychicznej – załamuje ręce sprzedawczyni z kiosku z pieczywem. – Powiesiłam kartkę, gdzie napisałam, że zabronione jest załatwianie potrzeb fizjologicznych przy cmentarnym murze i przy budkach. Nic to nie daje. Zdarzają się i tacy, którzy staną przy samej kartce i sikają. Zakazem się nie przejmują. A jak zwracamy im uwagę, to wyzywają nas od najgorszych. Ale proszę mnie nie przedstawiać, bo nie chcę mieć pod Gubałówką wrogów.

– Sikają pod wiaduktem na filary, przy moście, do potoku i na nasze budki – wylicza pani Ania z jednego ze straganów. – Ostatnio śmierdziało nie do wytrzymania. Kupiłam więc lizol i pryskałam, gdzie popadnie. Wolę już smród chemikaliów niż smród odchodów.

Zapachy wąchają nie tylko sprzedawcy, ale i tłumy turystów codziennie spacerujących spod Gubałówki w stronę Krupówek. Najbardziej zaskoczeni są zagraniczni goście, którzy nieraz pytają górali, czy wylało jakieś szambo. Władze miasta przyznają, że problem jest, choć niestety nowe szalety w najbliższym czasie nie powstaną.

– Publicznych toalet jest za mało – zgadza się Janusz Majcher, burmistrz Zakopanego. – Zwłaszcza w sezonie, ale i w maju, kiedy pod Tatry przyjeżdża najwięcej wycieczek. Robimy tyle, że pilnujemy, aby obecnie istniejące szalety nie były likwidowane. Nie jest to bowiem dochodowy interes. Miejskie toalety są przecież między innymi pod skocznią, przy Kościuszki, czy w parku miejskim. Liczymy, że może jakaś prywatna osoba zdecyduje się na otwarcie takiego przybytku, choć na razie nikt chętny się nie zgłosił.

Niektórzy uważają, że nieładnym zapachom pod Gubałówką winni są nie tylko turyści.

– Obserwuję niektórych sprzedających – mówi nam jedna z góralek. – Ja wydam tę złotówkę na toaletę, ale są tacy spośród nas, którzy oszczędzają. Też załatwiają się pod mostem. Nie zwalajamy tylko na turystów. Winni jesteśmy my wszyscy, i miejscowi i przyjezdni. W naszym narodzie z kulturą w tej dziedzinie jest tragicznie.

Problem braku miejskich toalet widoczny jest, niestety, nie tylko pod Gubałówką. Gdy przychodzi sezon turystyczny, co chwilę słychać skargi mieszkańców, głównie z Krupówek. Tam z kolei „ulubionym” miejscem turystów są ciemne zakamarki kamienic i bram. Mimo że znane powiedzenie mówi „pecunia non olet”, czyli pieniądze nie śmierdzą, to jednak nikt pod Tatrami nie kwapi się do zainwestowania w szaletowy interes. Śmierdzący problem nie tylko pod Gubałówką pozostanie więc nierozwiązany. Tymczasem idzie lato i znowu będzie... śmierdziało.

Przemysław Bolechowski

Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2008/05/26