Parkingowe piractwo
30.05.2008
Na prawdziwą perełkę natknęliśmy się nieopodal Placu Niepodległości, gdzie właściciel auta zupełnie zatarasował chodnik. Policja ostrzega, że w takich przypadkach właściciela będzie czekać nawet odholowanie samochodu na dozorowany parking, zapłata mandatu i oczywiście rachunku za całą operację.
Kultura naszych kierowców ciągle pozostawia wiele do życzenia. I nie chodzi tylko o to, jak jeździmy, ale i gdzie parkujemy. To, że ciągle wolimy parkować na dziko, aby tylko nie zapłacić na parkingu kilku złotych, to już rzecz powszechnie wiadoma. Teraz okazuje się, że są i tacy, którzy zostawiają swoje auto w centrum na widoku, tarasując zupełnie ruch pieszych.
– Wybrałam się na spacer z dzieckiem w wózeczku – mówi nam Dominika Pajor z Zakopanego. – Chciałam od placu dojechać do Krupówek. – W pewnym momencie okazało się, że chodnik blokowały dwa stojące koło siebie samochody. Mam prawo jazdy, sama jeżdżę i parkuję, ale czegoś takiego jeszcze nie widziałam. Miałam wrażenie, jakby właściciel tego auta, zakopiańczyk przecież, kpił sobie z prawa i innych użytkowników chodnika, skoro tak auto zostawia w centrum miasta. Parę metrów dalej jest parking, a on robi coś takiego.
Zakopiańska policja potwierdza, że takie parkowanie jest niedopuszczalne. – Parkując mamy obowiązek zostawienia półtora metra przejścia dla osób pieszych – przypomina podinsp. Marek Kowalik, zastępca komendanta powiatowego policji w Zakopanem. – Sytuacja, o której państwo mówicie jest niedopuszczalna. Jeśli samochód jest tak zaparkowany, że tamuje ruch na chodniku i wymusza na pieszych zejście na ulicę, policja ma prawo wywieźć go na lawecie na parking. Wtedy właściciela czeka koszt takiej operacji, jak i mandat i punkty karne. Policja przypomina, że w takich sytuacjach można zawsze wezwać patrol policji, który zajmie się piratem drogowym. W przeciwnym wypadku lada moment może okazać się, że każdy będzie w ten sposób zostawiał swój samochód gdzie popadnie.
(BOL)
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2008/05/30

