Zakopane — portal z-ne.pl

Dziury w Zakopanem: przerzucanie winy

03.06.2008

Dziury w Zakopanem: przerzucanie winy

Podczas niedawnej konferencji prasowej z ust urzędników padły słowa, że za wolne postępy w remontach odpowiada zakopiańska spółka Tesko, która nie dawała sobie rady z łataniem dziurawych dróg. Prezes Tesko Czesław Ślimak stanowczo dementuje te oskarżenia. Uważa, że to urzędnicy nie doszacowali liczby dziur w mieście.

Zakopiańscy urzędnicy stwierdzili, że prace posuwały się wolno, bo Tesko nie ma swojej wytwórni mas bitumicznych. Remonty były prowadzone przy pomocy tzw. recyklera, a jego wydajność to zaledwie 4-5 ton masy w ciągu dnia. Przy liczbie dziur, jakie są w Zakopanem, było to za mało.

– Nie jest prawdziwe stwierdzenie, że Tesko nie poradziło sobie z tak dużą ilością dziur i dlatego należało przeprowadzić kolejny przetarg, który wygrało przedsiębiorstwo z Nowego Targu – oświadcza Czesław Ślimak. – Nasza firma otrzymała zlecenie na łatanie ok.800 metrów kwadratowych dziur. Pomimo krótkiego czasu na jego realizację, pracując codziennie przez 12 godzin wywiązaliśmy się z niego zgodnie z zawartą umową. Wskazane nam dziury zostały załatane i odebrane w kwietniu.

Władze zakopiańskiej spółki podkreślają też, że przetarg został ogłoszony wyłącznie z powodu niedoszacowania przez urzędników zakopiańskiego magistratu dziur w mieście, i że prace, jakie widać na terenie Zakopanego, m.in. na Kasprusiach, wykonuje... Tesko.

– Oczekiwalibyśmy raczej odrobiny wdzięczności niż próby przerzucania na nas odpowiedzialności za stan dróg wmieście – dodaje Ślimak.

Nastroje starają się łagodzić władze Zakopanego.

– Firma Tesko wywiązała się z umowy w 100 procentach – podkreśla Wojciech Solik, wiceburmistrz Zakopanego odpowiedzialny za drogi. – Oczywiście zawsze można narzekać na tempo wykonywanych prac, ale jest to związane z liczbą dziur, z którymi musimy się uporać. W złym stanie naszych dróg po zimie należy się dopatrywać winowajcy całego zamieszania. My jako miasto jesteśmy związani przetargami.

Kiedyś samorząd mógł posiadać swój zakład drogownictwa i wtedy wystarczyłby jeden telefon i polecenie. Teraz – niestety – trzeba ogłaszać przetarg i zgodnie z procedurami wybierać wykonawcę. A to wszystko trwa.

Przemysław Bolechowski

Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2008/06/03