Zakopane — portal z-ne.pl

Walczą z nielegalnym handlem na deptaku

28.06.2008

Walczą z nielegalnym handlem na deptaku

Na głównej ulicy Zakopanego pojawiły się piesze wspólne patrole policji i straży miejskiej. Chodzące trójki non stop upominają i karzą tych, którzy bez zezwolenia handlują w centrum miasta. Chodzi o sprzedawców z całej Polski, którzy co roku pojawiają się pod Tatrami, oferując np. kartonowe kaczorki, odblaskowe sznurowadła i fosforyzujące gadżety.

Porządki na Krupówkach zaczęły się jakiś czas temu od ścigania samochodów, które wjeżdżały na deptak praktycznie o każdej porze dnia i nocy. Ulicą krążyły auta dostawcze, rozwoziciele pizzy i mieszkańcy okolicznych domów.

– Zaczęliśmy zdecydowanie działać i już są pierwsze efekty – zapewnia Wojciech Solik, wiceburmistrz Zakopanego. – Właściwie nie ma już kłopotu z samochodami. Teraz wzięliśmy się za problem nielegalnego handlu.

Dlatego m.in. pojawiły się na Krupówkach patrole policji i straży miejskiej. Radni teraz zdecydowali, jak ma wyglądać zakopiański deptak – jarmarczny asortyment musi zniknąć. Władze Zakopanego podkreślają, że na handlarzy np. ze sznurówkami czy wkładkami do butów skarżą się właściciele sklepów, dla których jest to nie uczciwa konkurencja.

– Będziemy systematycznie przypominać łamiącym prawo, że trzeba go przestrzegać – zapowiada Wiesław Lenard, komendant Straży Miejskiej w Zakopanem. – Będziemy działać przez całe wakacje, aż zniechęcimy nielegalnych handlarzy. Pierwsi już zniknęli z Krupówek, ale my będziemy działać dalej. W większości są to ludzie, którzy nigdy nie starali się nawet o zezwolenie na zajęcie pasa drogowego.

Władze miasta przypominają handlarzom, że powinni przenieść się na targowisko pod Gubałówkę.

– Proszę mi wierzyć, turystów jest tam jeszcze więcej niż na Krupówkach – deklaruje wiceburmistrz Solik. – A i miejsca dla wszystkich handlujących jest tam naprawdę wystarczająco dużo. Sam chodzę i przekonuję, że warto działać zgodnie z prawem i z handlem tam się przenieść.

Na opornych handlarzy będą czekać wnioski do sądu grodzkiego. Pierwsza osoba już została skazana na kilkanaście dni aresztu. Być może ten przykład będzie dla innych gorzką nauczkę, że prawa nie można lekceważyć.

Przemysław Bolechowski

Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2008/06/28