Zakopane — portal z-ne.pl

Turyści boją się atakujących psów

25.07.2008

Turyści boją się atakujących psów

Czworonogi bowiem często można spotkać w rejonie ronda kuźnickiego, gdzie mieszka starsza pani. Pieski albo obszczekują spacerujących tam turystów, albo zdarza się też, że i złapią za nogawkę.

Niedawno Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami w Zakopanem oraz strażnicy miejscy postawili płot wokół posesji staruszki, aby chociaż w ten sposób ograniczyć zapędy piesków. Ale jak się właśnie okazało, i to niewiele daje. Większość bowiem podopiecznych starszej pani ma zdolności iście cyrkowe i z łatwością radzi sobie z niezbyt wysokim płotkiem. Turyści zaś spacerujący wzdłuż koryta potoku czasem przeżywają prawdziwy horror.

Problem z panią Matydową nie jest mały, bowiem w rejonie ronda kuźnickiego schronienie w jej lokalu znalazło kilkanaście piesków. Nieopodal domu staruszki przebiega popularna ścieżka spacerowa dla turystów, prowadząca m.in. do zakopiańskich Kuźnic. Spacerowicze niejednokrotnie uciekają w popłochu przed hordą psów, która potrafi dotkliwie pogryźć przechodniów. Niedawno straż miejska postawiła drewniany płot, aby psy nie atakowały ludzi. Ale jak sprawdziliśmy, nie rozwiązuje to problemu. Wystarczy wybrać się na spacer z własnym psem, aby błyskawicznie zostać otoczonym przez zgraję niewielkich, ale duchem bojowym piesków. I wtedy zaczynają się prawdziwe problemy. – Jesteśmy jeden dzień w Zakopanem i taki szok – mówi pani Ania z Warszawy, która swojego pieska musiała ewakuować na własnych rękach. – Boże to jest straszne! Te psy przeskoczyły przez potok i zaczęły tak szczekać, że tylko czekałam, aż mnie w końcu ugryzą. Ktoś tu powinien zrobić porządek. Takie przygody bowiem do przyjemnych nie należą.

– Problem mamy nie tyle z panią, co z jej pieskami – podkreśla Wiesław Lenard, komendant Straży Miejskiej w Zakopanem. – Ostatnio dzięki ogromnej pomocy Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami udało się nam tam postawić płot. Ale to psy można powiedzieć cyrkowe. Nikt ich nie szkolił, a jednak świetnie przeskakują przez płot i do mieszkania wchodzą, wskakując przez okno. Niestety, piesków jest chyba ponad dziesięć i mam wrażenie, że z dnia na dzień robią się dzikie. Zdarza się, że już nie tylko atakują inne zwierzęta, ale nawet ludzi. Problem więc jest i trzeba go będzie w końcu jakoś rozwiązać.

A co na to zainteresowana?

– Sama pisałam prośby o postawienie płotu – podkreśla pani Matydowa. – Chciałam żelazny z siatki, ale powiedzieli, że nie mają pieniędzy, i postawili drewniany. Nie zauważyłam, aby pieski przeskakiwały przez płot. A jeśli już nawet coś takiego się zdarza, to od razu je wołam i do mnie przybiegają. Psy takie już są, że szczekają. Są wśród nich dobre i złe egzemplarze, jak u ludzi.

Teraz wszyscy w Zakopanem zastanawiają się, co zrobić z sytuacją, która trwa już przecież od lat. Szczególnie że i zdrowie starszej pani pogorszyło się ostatnio znacznie. Sama zainteresowana o żadnych zmianach nie chce jednak słyszeć. – Mnie tu jest dobrze – podkreśla. – Przeniosą mnie, ale jak umrę. Wtedy na ulicy Nowotarskiej znajdę swoje miejsce (tam jest cmentarz komunalny – przyp. red.). Ale ja się tam nie śpieszę. Kocham zwierzęta i chcę być z nimi jak najdłużej.

Turyści skarżą się na psy i ich właścicielkę do zakopiańskiego urzędu, lecz ten jest bezsilny. Jedynym wyjściem z sytuacji jest ubezwłasnowolnienie staruszki, ale sąd w Zakopanem dwukrotnie odrzucał już wnioski w tej sprawie. Jeśli więc wybieramy się szlakiem przy potoku do Kuźnic, warto coś wziąć z sobą do obrony.

Przemysław Bolechowski

Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2008/07/25