Wóz konny tak jak samochód
01.08.2008
Jeśli chodzi o wypadek na Olczy, to tu policjanci nie mają wątpliwości – zawinił kierowca samochodu. Jednak przy okazji wypadku znów pojawiły się głosy, że często zagrożenie na drodze stwarzają fiakrzy. – Nie zachowują odstępów między sobą i uważają, że zawsze mają pierwszeństwo – wylicza Wojciech Kłos, kierowca z Zakopanego. – Nieraz widzę, że jeżdżą tak, jakby ich nie obowiązywał znak „stop”.
Górale jeżdżący dorożkami są oburzeni takimi zarzutami.
– Dorożki jeżdżą dobrze – podkreśla Stanisław Stoch, powożący bryczką od kilkunastu lat. – Z koniem osiągnie się co najwyżej 30 kilometrów na godzinę. To jakie to zagrożenie? Winni są kierowcy! Jak można w miejscu, gdzie jest ograniczenie do 40 kilometrów na godzinę, jechać 120?!
Fiakrzy mówią, że najgorsi są młodzi turyści, denerwują ich dorożki i fasiągi na drodze i nie czekając, wyprzedzają na trzeciego lub trąbią. – A koń się płoszy – mówi Stoch. – Starsi za kierownicą jakoś potrafią poczekać i wyprzedzić w bezpiecznym miejscu.
Policja zaś przypomina, że dorożka to też pojazd i ma prawo poruszać się po drodze. – Można jedynie apelować do kierowców o zachowanie szczególnej ostrożności – mówi podkom. Augustyn Kubowicz, zastępca komendanta powiatowego policji w Zakopanem. – Wóz z koniem to użytkownik drogi jak każdy inny i ma te same prawa.
Przemysław Bolechowski
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2008/08/01
