Zakopane — portal z-ne.pl

Okazjonalne busy też mają swe prawa

22.08.2008

Okazjonalne busy też mają swe prawa

– Co my mamy zrobić? – pytają. – Zainwestowaliśmy w to niemało i żyjemy z tego już od lat, na długo przedtem, zanim pojawiły się w Zakopanem linie regularne – twierdzą. Nasz artykuł pt. „Wojna zakopiańskich busiarzy o Morskie Oko” wywołał prawdziwą burzę wśród przewoźników, którzy prowadzą transport okazjonalny, szczególnie wśród tych kilku, którzy parkują naprzeciwko zakopiańskiego magistratu i stąd zabierają turystów do Morskiego Oka.

– Nie jesteśmy nielegalni! – zaznaczają. Na dowód pokazują wszystkie zaświadczenia, jakie są potrzebne do wykonywania transportu. Ale ich zdaniem władze miasta utrudniają im tę legalną działalność. – Nie pozwala się nam korzystać z przystanków – tłumaczą przewoźnicy. – Dzwonią do nas grupy turystów, ale nie mamy ani skąd ich zabrać, ani gdzie bezpiecznie wysadzić.

Tłumaczą, że byli u burmistrza Wojciecha Solika, aby jakoś swoją sytuację wspólnie z nim rozwiązać. – Poprosiliśmy go, aby wskazał nam miejsce, gdzie moglibyśmy, nikomu nie przeszkadzając, parkować – wyjaśniają „okazjonalni”. – Ale usłyszeliśmy, żebyśmy sobie sami gdzieś w mieście znaleźli. No to znaleźliśmy koło cukierni, na wprost magistratu.

Busiarze jednak usłyszeli, że nie mogą tam parkować.

– Bus, który tam stoi, przejeżdża przez chodnik, którym wędruje sporo ludzi. Stwarza to niebezpieczeństwo – argumentuje wiceburmistrz Zakopanego Wojciech Solik. – Poza tym krzyczą, by turyści wsiadali. To też przeszkadza. Nie jest to miejsce na tego typu działalność. Dotarły też do mnie sprzeciwy regularnych, że ci spod cukierni podbierają im klientów.

Wiceburmistrz dodaje, że nic do okazjonalnych nie ma, ale muszą przestrzegać obowiązujących reguł. A dotychczas tego nie robili. – Nikt im nie utrudnia działalności – podkreśla Solik. – Doradzałem im nawet, żeby znaleźli sobie miejsce, gdzie będą mogli, bez łamania przepisów, zatrzymywać się, a potem rozreklamować. Żeby wszyscy wiedzieli, że tam jest parking busów. Mogliby bez przeszkód z czyjejkolwiek strony tak działać.

Busiarze jednak mówią, że szukali, mieli nawet kilka propozycji, ale albo właściciele placów z jakichś względów rezygnowali, albo było to niezgodne z przepisami.

– Miejsce koło cukierni według nas jest dobre – twierdzą busiarze. – Nikomu tu nie przeszkadzamy, bo stoi tylko jeden bus, sprzątamy po sobie, absolutnie nie krzyczymy i nie łamiemy żadnych przepisów. Nie przejeżdżamy chodnika. Inne samochody też tu wjeżdżąją, i jakoś mogą?

Wiceburmistrz Solik wie, że sprawa z busiarzami jest skomplikowana i wymaga uporządkowania. Ma nadzieję, że planowane w Zakopanem centrum komunikacyjne rozwiąże problem. Wcześniej jednak, bo już w połowie 2009 r. – jak podkreśla – może uda się poprawić sytuację. W przyszłym roku bowiem wygasa ważność większości zezwoleń na linie i te będą wydawane na nowo. Już teraz jednak na podstawie przeprowadzanej analizy systemu komunikacyjnego Zakopanego widać, że busów jest za dużo.

Halina Kraczyńska

Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2008/08/22