Woda ciurkiem się lała, a telefon milczał
18.09.2008
W nocy z poniedziałku na wtorek pękł jeden z kaloryferów na klatce schodowej a ta zamieniła się w wodospad. Woda spływająca po schodach usiłowała wedrzeć się do poszczególnych mieszkań. Ich właściciele przez kilka godzin walczyli z awarią i bezskutecznie usiłowali dodzwonić się na numer alarmowy spółdzielni mieszkaniowej, aby zgłosić awarię.
Blok nr 2 na ulicy Słonecznej w Zakopanem należy do Zakopiańskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. To ona pobiera od mieszkańców czynsz i opłaty, jak i powinna pomóc w razie jakichkolwiek awarii. W gablocie na klatce schodowej wisi nawet numer telefonu, pod który należy zgłaszać wszelkie wypadki czy awarie.
Niestety, w poniedziałek okazało się, że telefonu nikt nie podnosi. Gdy pojawiła się woda na klatce, wszyscy mieszkańcy rzucili się do telefonów, aby szybko wezwać pomoc. Jednak telefon alarmowy cały czas milczał.
– Sąsiadka przy mnie kilkanaście razy próbowała się tam dodzwonić – opowiada nam pani Maria z bloku, w którym doszło do awarii (kobieta nie chce podać nazwiska, obawia się represji władz spółdzielni).
– Sytuacja była dramatyczna. W końcu ktoś poszedł do Geotermii na ul. Nowotarską i tam się dobijał, ale tam też nikogo nie było. W końcu dodzwoniliśmy się do prezesa Geotermii i do siedziby spółki w Bańskiej i stamtąd przysłano nam ekipę, która zajmuje się kaloryferami.
Mieszkańcy bloku są oburzeni, że spółdzielnia mieszkaniowa, która pobiera od nich czynsz, nie pomogła im w sytuacji awaryjnej.
Cała sytuacja zdenerwowała władze spółdzielni. – To nie jest sprawa dla dziennikarzy – denerwuje się Robert Kłak, prezes spółdzielni. – Proszę przysłać skarżące się panie do mnie i ja z nimi to osobiście załatwię. To nie są problemy, którymi powinny się zajmować osoby postronne. A jeśli chodzi o awarię to trzeba w takim przypadku dzwonić do spółdzielni albo do mnie na komórkę.
Szkoda tylko, że na klatce schodowej, gdzie doszło do awarii, wisi w gablocie numer telefonu, na który nie sposób się dodzwonić. Nikt też nie zna numeru telefonu komórkowego samego prezesa.
– Jeśli ktoś jest niezadowolony z pracy swojej spółdzielni, może zawsze napisać skargę do Rady Nadzorczej Spółdzielni – tłumaczy dr Jerzy Jankowski z Krajowej Rady Spółdzielczej. – A jeśli to nie pomoże, może zwrócić się do nas i my będziemy interweniować.
Przemysław Bolechowski
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2008/09/18

