„Polskie Tatry” liczą na Wschód i Zachód
02.10.2008
Gdy uruchomiono pod Giewontem miasteczko wodne, wszyscy nosili się ze szczęścia. Właściciela obiektu – „Polskie Tatry” – kosztowało to jednak zadłużenie się na kilkadziesiąt milionów złotych. Po pierwszej zimie, gdy przyszedł okres martwego sezonu turystycznego, zaczęto zastanawiać się, co dalej zrobić, aby aquapark zarabiał na siebie i na spłatę kredytu. Pojawił się nawet plan sprzedaży hotelu Tatry na polanie Zgorzelisko, który i tak przez ostatnie lata był deficytowy. Pieniądze ze sprzedaży miały częściowo pójść na spłatę kredytu, częściowo na remonty pozostałych obiektów spółki. Do tego jednak nie dojdzie. Transakcja została zablokowana. – Zrezygnowaliśmy ze sprzedaży, między innymi dlatego że wynegocjowana przez wcześniejszy zarząd cena nie była adekwatna do wartości tej nieruchomości – zaznacza Marian Wachta, nowy prezes „Polskich Tatr”.
Posunięcia nowych władz nie wszystkim w Zakopanem przypadły do gustu. Radni miejscy bowiem na każdej niemal komisji zastanawiają się, co dalej zrobić ze spółką, skoro miasto nie ma z niej korzyści. Niedługo bowiem wyrośnie „Polskim Tatrom” nie lada konkurencja – prywatne parki wodne najpierw w Bukowinie Tatrzańskiej, potem zaś w Białce. Działa już basen w Szaflarach.
Tymczasem wiadomo, że drugi basen termalny w Zakopanem nie powstanie.
– W całej Polsce aquaparki są deficytowe, niestety. Ale jest to obiekt użyteczności publicznej ważny dla Zakopanego. Dlatego będziemy się starać rozwijać ofertę. Chodzi o turnusy dla dzieci otyłych, a także turnusy rehabilitacyjne – mówi Wachta. Spółka zamierza także powalczyć o turystów z Rosji, Ukrainy i... Anglii, i to na ich terenie, wybierając się na targi turystyczne. – Z hotelu Tatry można zrobić ośrodek przygotowań olimpijskich. Z turystyki obiekt się przecież nie utrzyma – uważa Andrzej Kawecki, prezes Tatrzańskiej Izby Gospodarczej.
Łukasz Bobek
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2008/10/02

