Zakopane — portal z-ne.pl

Przyjaciel Kuba

17.10.2008

Przyjaciel Kuba

Wystarczy tylko zastukać orzechami i już przybiegają po swój smakołyk. Ale to nie jedyny przykład, że zwierzęta przestają się bać człowieka i powoli zasiedlają miasto. Gwałtownie wzrasta bowiem populacja lisa, który pokazuje się często w bocznych uliczkach Zakopanego.

Kuba to chyba najbardziej towarzyska wiewiórka w naszym kraju, jeśli nie w Europie. Zazwyczaj ten niewielki ssak jest wyjątkowo płochliwy i do ludzi podchodzi z dystansem. Ale nie Kuba, który żyje w centrum Zakopanego i zaprzyjaźnił się z kierowcami busów, mających swój postój przy rondzie Kuźnickim. – Wystarczy, że wezmę dwa orzechy włoskie i zacznę nimi stukać, a on już biegnie – opowiada nam pan Henryk, który praktycznie codziennie coś dla wiewiórki przynosi. – Jak tylko Kuba przekonał się, że nie mamy wobec niego złych zamiarów, od razu się z nami zaprzyjaźnił. Teraz często bywa tak, że wskakuje mi na ramię i tam zajada się orzechami.

Kuba zachowuje się jak prawdziwa gwiazda. Nie boi się ani obserwujących go ludzi, ani też fleszów aparatów fotograficznych. U busiarzy czuje się naprawdę bezpiecznie. Wbrew temu więc, co niektórzy myślą, okazuje się, że wiewiórka jest bardzo towarzyskim stworzeniem. – Odwiedza bowiem nas zazwyczaj kilka tych przemyślnych zwierzątek. Nieraz jedzenie, które im dajemy, chowają w dziuplach – mówi pan Henryk.

Wiewiórki to nie jedyne zwierzęta, jakie można ostatnio w samym Zakopanem zaobserwować. Również i lisy można spotkać w centrum miasta. – Niejeden raz widziałem przemykające lisy przez ulicę Kościeliską – mówi nam Andrzej Nester z Zakopanego.

– Mam już trochę lat i nie pamiętam, abym to zwierzę widział gdzieś w mieście. Jeśli już, to się chował w lesie i nie podchodził blisko ludzi.

Podobnie jest na Olczy, gdzie również lisów jest naprawdę sporo. – Zwierzęta powoli zaludniają miasta – tłumaczy Maciej Wasylkowski, lekarz weterynarii. – Musimy się z tym pogodzić, że będą podchodzić coraz bliżej naszych domów. Lisów jest więcej, bo nie chorują. Ostatni przypadek wścieklizny zanotowano w Zakopanem kilkanaście lat temu. Poza tym poprawiły się zachowania ludzi. Już nie zdarza się, aby ktoś zwierzęta zamęczał. Jesteśmy raczej przyjaźnie do nich nastawieni.

Przemysław Bolechowski

Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2008/10/17