Zakopane — portal z-ne.pl

Bezdomni lubią żyć w Zakopanem

24.10.2008

Bezdomni lubią żyć w Zakopanem

I choć – jak zapewniają pracownicy Ośrodka Pomocy Społecznej – zakopiańscy bezdomni mają się bardzo dobrze, bo mogą korzystać z pomocy ośrodka, to już przyjezdni z Polski muszą zadbać sami o siebie. A tych ostatnich w Zakopanem nie brakuje. Miasto pod Giewontem jest dla nich – po Warszawie – najbardziej atrakcyjnym miastem w Polsce.

Dlaczego bezdomni z całej Polski wybierają Zakopane? Zofia Kułach z zakopiańskiego Ośrodka Pomocy Społecznej mówi, że znajdują tu to, czego szukają. – Czasem pytamy, panie, po co tu pan przyjechałeś? Owce chcesz paść? – śmieje się pracownica ośrodka. Ale tak naprawdę Zakopane to raj dla bezdomnych. W naszym mieście mają gdzie mieszkać. Jest bowiem sporo pustostanów, gdzie mogą się w zimne noce schronić. Tłum turystów zapewnia im co prawda niewielkie, ale zawsze, parę groszy na alkohol. – Jak ktoś chce, to może tu też znaleźć w miarę łatwo dorywczą pracę, na przykład jesienią przy grabieniu liści, zimą przy odśnieżaniu. Zawsze coś mogą zarobić, gdy ich prawdziwa bieda przyciśnie – zaznacza Kułach.

Mogliby i lepszą pracę znaleźć, ale, jak mówią w ośrodku, kto ich przyjmie, gdy sam wygląd i zapach, niestety, odstrasza. Wielu z nich najpierw trzeba by wykąpać i porządnie nakarmić, bo jak tłumaczy przedstawicielka zakopiańskiego ośrodka, czasem miotły nie są w stanie utrzymać. – Czasem, jak widzimy takiego głodnego bezdomnego, to choć przyjezdny, dzwonimy do księdza proboszcza Stanisława Olszówki i prosimy, by pozwolił go nakarmić w kuchni Brata Alberta. Nigdy nie zdarzyło się, by odmówił – podkreśla pani Zofia.

Obcy bezdomny raczej nie ma co liczyć na nocleg w noclegowni. Owszem, jak mówią w ośrodku, jeżeli jest mróz, przyjmą go na jedną, góra dwie noce. Ale potem musi sobie znaleźć coś innego. Czasem dostaje bilet do swojego miejsca zamieszkania... Jednak w noclegowni nie przyjmują pijanych. Dlatego też wielu bezdomnych, z których większość prowadzi taki tryb życia, z powodu alkoholizmu – wybiera niezamieszkałe domy, klatki schodowe, dworce, choć te na noc są zamykane. Czasem nad pijanym zlituje się policja.

– Wszystko zależy od stanu jego trzeźwości. Albo ląduje w policyjnej izbie zatrzymań albo w pogotowiu. Decyduje o tym lekarz – wyjaśnia nadkom. Kazimierz Pietruch, oficer dyżurny KPP Zakopane.

Halina Kraczyńska

Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2008/10/24