Przedsylwestrowa jazda za... chlebem!
31.12.2008
– Jakby szarańcza jaka przeszła! – denerwuje się pan Bolesław z Zakopanego. – Już w poniedziałek wieczorem w niektórych sklepach półki świeciły pustką, jak za PRL-u! Chciałem kupić kurczaka, objechałem chyba z pięć sklepów i nic. Żadnego mięsa! Dopiero w takim małym znalazłem, ale tam już też były resztki.
Gorzej może być z chlebem. Jeszcze wczoraj był w sklepach, ale kto nie zdążył się w niego zaopatrzyć, dziś będzie musiał chyba jechać do Krakowa, bo w całym regionie piekarnie pracują na pełnych obrotach, aby dostarczyć pieczywo do wszystkich hoteli, pensjonatów i restauracji.
– Ja w niedzielę kupiłam zapas chleba, bo w ubiegłym roku cudem udało mi się kupić pieczywo w sylwestra – mówi pani Grażyna z Zakopanego. Co bardziej zapobiegliwi zakopiańczycy i turyści pojechali na zakupy do... Nowego Targu. Wczoraj i to miasto było zakorkowane. A telefony zakładów cukierniczych, piekarni i masarni w całym regionie nie milkną. Właściciele hoteli, sklepów i pensjonatów wręcz błagają o kolejna dostawę.
– Nie jesteśmy wstanie nadążyć z wykładaniem towaru na półki – śmieje się właściciel sklepu w Bukowinie Tatrzańskiej. – W całym regionie żywność po prostu znika!
– Po chleb trzeba już wstawać o ósmej rano – mówi Beata Kowalska ze Szczawnicy. – Na pniu schodzą napoje, owoce i wędliny.
H. Kraczyńska, J. Słowik
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2008/12/31

