Zakopane — portal z-ne.pl

Jak pomagać skoro ktoś nie chce pomocy

05.01.2009

Jak pomagać skoro ktoś nie chce pomocy

Pani Zofia znana była w Zakopanem przede wszystkim ze swojej miłości do psów, które przygarniała. Staruszka hodowała ich kilkanaście. Co jakiś czas służby miejskie zabierały jej część zwierząt, które obszczekiwały turystów i mieszkańców Bulwarów Słowackiego. Ale pani Zofia szybko nadrabiała straty. Kobieta od lat odmawiała przenosin do domu opieki społecznej. Mówiła, że chce żyć i umrzeć z psami. I tak też się stało. Ciało 80-letniej kobiety znalazła sąsiadka, która na co dzień jej pomagała.

– Robiłam jej zakupy i pranie – przyznaje Stanisława Krupa. – Jak się zgadzała, jeździłam z nią do lekarza. Widziałam ją w piątek i była bardzo słaba. Proponowałam, że wezwiemy lekarza, ale prosiła, żeby zostawić ją w spokoju. To ja wezwałam rano policję i pogotowie, bo wiedziałam, że w nocy umrze. Pani Zofia była tego świadoma. Powiedziała mi, że chce odejść tak jak żyła, wśród swoich psów.

W sobotę rano na miejsce przyjechał prokurator, funkcjonariusze policji i strażnicy miejscy. Według relacji sąsiadów, którzy weszli do domu pani Zofii, wewnątrz było bardzo zimno. Pani Zofia pod koniec życia nie dawała już sobie rady z utrzymaniem swoich psów. Sąsiedzi opowiadają, że miała od kilku lat poważne kłopoty ze zdrowiem. Bardzo źle widziała i od roku praktycznie nie wychodziła z mieszkania.

Warunki w środku były straszne. Na podłodze leżała gruba warstwa psich odchodów, bo pani Zofia nie dawała sobie rady ze sprzątaniem. Cały czas też konsekwentnie odmawiała jakiejkolwiek pomocy. Gdy niedawno upadła i poraniła sobie twarz, zgodziła się jedynie, aby pogotowie ją opatrzyło. Nie zgodziła się natomiast na pobyt w szpitalu.

Zawsze w takich przypadkach warto zastanowić się czy służby miejskie i opieka społeczna zrobiły wszystko, aby polepszyć los pani Zofii. Tu rodzi się dylemat czy można pomagać ludziom wbrew ich woli. Pani Zofia zawsze mówiła, żeby zostawić ją w spokoju, bo chce ze swoimi psami mieszkać do swojej śmierci. Tak też się stało.

Przemysław Bolechowski

Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2009/01/05