Zakopane — portal z-ne.pl

Skoki? Wyszło, tak jak zaplanowano

19.01.2009

Skoki? Wyszło, tak jak zaplanowano

Tegoroczny Puchar Świata w skokach był przede wszystkim ogromnym sprawdzianem nie dla organizatorów, ale dla kibiców. Słaba forma Adama Małysza i pozostałych polskich skoczków mogła spowodować, że spora część osób zamiast przyjeżdżać pod Tatry zostanie w domu. Tak się jednak nie stało i znów jak co roku trybuny były pełne.

– Trochę kibiców jeszcze by się zmieściło – ujawnia Lech Nadarkiewicz, dyrektor PŚ w Zakopanem. – Ale i tak z frekwencji jestem bardzo zadowolony. Cieszę się, że mamy tak wspaniałych kibiców, że przyjeżdżają na Puchar Świata, a nie tylko na Adama Małysza. Organizatorzy przyznają, że wreszcie po latach kiedy pogoda uniemożliwiała sprawne rozegranie zawodów to w tym roku wszystko odbyło się zgodnie z planem. I co ważne same zawody stały na wysokim poziomie.

– Byłem pod wrażeniem konkursu – mówi Janusz Majcher, burmistrz Zakopanego. – Uważam, że impreza została sprawnie zorganizowana. Cieszy mnie, że trybuny były pełne. Obawiałem się trochę czy w tym roku na skoczni nie będzie pustawo. Na szczęście mamy wspaniałych kibiców.

Według szacunków, przez dwa dni na zawody przyjechało ok. 40 tysięcy osób. Dla stolicy Tatr nie jest to jakaś zawrotna liczba i – mówiąc szczerze – górale nie nastawiali się na astronomiczne zyski.

– To któryś puchar z rzędu – mówi Józef Król z Krupówek. – Wiemy już, że to specyficzni goście. Generalnie to młodzi ludzie, którzy nie myślą, aby przy okazji kibicowania wydawać pieniądze na pamiątki czy oscypki. To były dwa dni zastoju dla nas. Ja sprzedałem mniej oscypków. Ale górale specjalnie się tym nie przejmują, bowiem jak podkreślają Puchar Świata, to również dla nich świetna reklama.

– Widać nas w telewizji na całym świecie – podkreśla Maria Tylkowa spod Gubałówki. Szkoda tylko że przez dwa dni ulica Piłsudskiego prowadząca spod skoczni na Krupówki bardziej przypominała lodowisko niż jezdnię. Nikt nie pomyślał, że warto zalodzoną drogę posypać piaskiem.

Przemysław Bolechowski

Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2009/01/19