Jeden na drugiego śle donosy do prokuratury
21.01.2009
Tym razem pod Giewontem wybuchła afera plakatowa. Jak przyznaje Rafał Gruszka, zastępca prokuratora rejonowego w Muszynie, zajmuje się teraz sprawą rzekomego nielegalnego naklejania plakatów, podczas wyborów parlamentarnych w 2007 roku. Komitet wyborczy obecnego wiceburmistrza Jana Gąsienicy Walczaka, który startował na posła z listy PSL, miał umieszczać afisze w obrębie dróg, bez odpowiedniej zgody i opłaty. Śledczy chcą wyjaśnić, czy wiceburmistrz złamał prawo.
– Prowadzimy czynności sprawdzające, czy są podstawy do wszczęcia śledztwa. Rozpatrujemy sprawę pod kątem działania na szkodę interesu publicznego, za co grozi do 3 lat pozbawienia wolności – tłumaczy prokurator Gruszka. Ostateczna decyzja co do wszczęcia lub umorzenia śledztwa w tej sprawie ma zapaść jeszcze w tym tygodniu, po tym jak prokurator zapozna się z materiałami przesłanymi przez zakopiańską policję.
Wiceburmistrz Jan Gąsienica Walczak przyznaje, że w czasie ciszy wyborczej pojawiły się dwa plakaty promujące jego kandydaturę, jednak przypuszcza, że zostały one przyklejone przez nieświadomych zakazu zwolenników jego kandydatury.
– Napisałem do burmistrza prośbę o naliczenie opłaty z tego tytułu i przeprosiłem za działanie moich sympatyków – tłumaczy Gąsienica Walczak. Jednak, zdaniem wiceburmistrza, wydział drogownictwa nie wysłał wówczas do komitetu wyborczego Polskiego Stronnictwa Ludowego w Krakowie faktury finansowej, wskutek czego do dziś nikt za to nie zapłacił.
Jak się okazuje, także i o tym zdarzeniu prokuraturę poinformowała zakopiańska opozycja.
– Dlatego uważam, że raczej złośliwość jest podłożem politycznym sprawy, a nie poważny zarzut pod moim adresem – mówi wiceburmistrz.
Jedna afera plakatowa rodzi drugą. Walczak odbija piłeczkę i podobne zarzuty stawia radnym opozycji. W ostatni poniedziałek wysłał zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa do Prokuratury Rejonowej w Muszynie.
– Podczas wyborów w 2005 roku plakaty między innymi Jana Piczury wisiały przez 30 miesięcy i to w pasie dróg powiatowych i wojewódzkich, co wyceniłem na około 20 tysięcy złotych – twierdzi Walczak.
Przewodniczący tatrzańskiego PiS Jan Piczura nie chce się odnosić do zarzutów wiceburmistrza. Zaprzeczył natomiast, jakoby sprawa plakatów z 2007 r. miała charakter polityczny.
– To nie jest żadna zemsta, tylko nieprawidłowości, które trzeba prostować – zaznaczył.
Krzysztof Stasik
Co nam z tego?
Polityczna wojenka, jaką zgotowali nam lokalni działacze, trwa już stanowczo za długo. Mieszkańcy mają dość tych ciągłych sporów i przepychanek. Coraz częściej nie boją się tego mówić otwarcie. Życzą sobie, aby nasi włodarze wreszcie zajęli się rozwiązywaniem istotnych problemów Zakopanego. Powstaje tylko pytanie, czy interes publiczny jest jeszcze jakimkolwiek argumentem dla naszych polityków. Walcząc o głosy wyborców, można bowiem całkowicie zapomnieć, jaki przyświeca temu cel.
Krzysztof Stasik
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2009/01/21
