Dzikie stoiska na deptaku
23.01.2009
Zakopiańscy handlowcy od dawna z niesmakiem patrzą na to, co dzieje się na Krupówkach. Stolica Tatr od dłuższego czasu toczy wojnę z nielegalnym handlem i wszystko wskazuje na to, że przegrywa bitwę za bitwą. Z każdym miesiącem jest coraz więcej dzikich stoisk na deptaku. – Jestem oburzony całą sytuacją – mówi pan Robert, właściciel jednego ze straganów regionalnych na Krupówkach. – Doszło do tego, że ciężko jest przejść Krupówkami. Handlują sznurówkami, wkładkami do butów, jakimiś chińskimi potworkami, a ostatnio nawet za żywność się wzięli.
Handlarze już między sobą uzgodnili, że jeżeli się nic nie zmieni, pójdą do burmistrza ze skargą. A jeżeli to nie pomoże, to i oni staną nielegalnie. Władze Zakopanego wywołane do tablicy zapewniają, że robią wszystko, co mogą. – Zauważyłem już ogromne stoisko z żelkami, jak i tę szafę na kółkach z orzeszkami – przyznaje Wojciech Solik, wiceburmistrz Zakopanego. – Interweniowałem już w tej sprawie w Urzędzie Skarbowym, ale po kontroli okazało się, że ci ludzie mają zarejestrowaną działalność i płacą podatki. Dlatego kazałem Straży Miejskiej wypisać wnioski o ukaranie przez sąd.
Władze miasta przyznają jednak, że cała sytuacja to walka z wiatrakami. – Często nakładane kary nie są uiszczane. W takiej sytuacji jesteśmy bezsilni. Straż Miejska powinna mieć prawo wystawiania mandatów gotówkowych – przyznaje Solik.
Dziki handel nie podoba się też turystom. – Ta ulica zatraca swój klimat. Powinny tu być sprzedawane oscypki i pamiątki regionalne. A nie takie szkaradzieństwa jak z podrzędnego bazaru – dziwi się Małgorzata Wójcik z Warszawy.
Przemysław Bolechowski
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2009/01/23

