Zakopane — portal z-ne.pl

Na Gubałówce koń stratował osiem osób

27.01.2009

Na Gubałówce koń stratował osiem osób

Rozszalały koń ciągnący sanie stratował grupę turystów. Z nieznanych na razie powodów koń wyrwał się woźnicy i pomknął drogą. Z sanek powypadali pasażerowie. W pewnym momencie rozszalałe zwierzę wpadło na idących drogą ludzi.

– To był żywioł – opowiada Tadeusz Kluś, góral handlujący na Gubałówce, który widział całe zdarzenie. – Już na początku z sań wypadli wiezieni turyści. Woźnica podobno usiłował zatrzymać konia, ale ten mu się wyrwał. Wiele osób uciekło, ale w tym miejscu droga jest ogrodzona barierami drewnianymi. Zaraz koło mnie koń uderzył w dwie osoby, potem przebiegł kawałek i znów buchnął w ludzi – relacjonuje.

Jeszcze bardziej przerażeni byli turyści. – To się działo jakieś dwa metry ode mnie – mówi Anna Sochacka, mieszkanka Katowic. – Widziałam, jak mężczyzna, który szedł za mną, dostał dyszlem. Koło niego szły trzy kobiety. Wszystkie były bardzo poranione. Widać było, że są w ciężkim stanie i cała czwórka była nieprzytomna. To były ułamki sekund. Nagle jakiś hałas, krzyki ludzi. Mnie i dzieci ostrzegł mąż.

Na miejsce zdarzenia natychmiast wysłano wszystkie karetki, jakimi dysponuje zakopiański szpital. Do akcji włączono też śmigłowiec Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, aby najciężej rannych jak najszybciej przetransportować do szpitala. Świadkowie zdarzenia oceniają, że już siedem minut po zgłoszeniu na miejscu pojawiło się pogotowie, policja i straż pożarna.

– Pierwsze informacje były na tyle poważne, że rozważaliśmy wezwanie karetek spoza Zakopanego – przyznaje Sylweriusz Kosiński, wicedyrektor zakopiańskiego szpitala. – Na szczęście nasze trzy erki i helikopter dały radę. Do szpitala trafiło siedem osób, z czego pięć zostało hospitalizowanych.

– Wszyscy mają objawy wstrząśnięcia mózgu. Dodatkowo dwie osoby mają urazy brzucha. Na szczęście diagnostyka wykluczyła jakieś poważne urazy narządów wewnętrznych – zaznacza Sylweriusz Kosiński.

W szpitalu czterech rannych w wypadku odzyskało przytomność, ale większość z nich zupełnie nie zdawała sobie sprawy, co się właściwie stało. Dopiero od lekarzy się dowiadywali, że stratował ich rozszalały koń. Do szpitala trafiła również jedna z osób, która wypadła z sań, ale miała na szczęście tylko niegroźny uraz nadgarstka.

Zakopiańska policja prowadzi już śledztwo, które ma wyjaśnić wszelkie okoliczności zdarzenia. – Policjanci byli kilka minut po wypadku na miejscu – zapewnia Monika Kraśnicka-Broś, rzeczniczka prasowa zakopiańskiej policji. – Niestety, woźnica uciekł z miejsca zdarzenia. Wiemy, że nie trafił do szpitala, nie zgłosił się też do nas. Jest to dla nas niepokojąca sprawa. Kraśnicka-Broś dodaje, że nie udało się też znaleźć konia. Gdyby policjanci go złapali, łatwiej byłoby im ustalić, m.in. na podstawie wyglądu zwierzęcia i sań, personalia woźnicy.

Przemysław Bolechowski

Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2009/01/27