Wyrzucają staruszkę na bruk po 60 latach
31.01.2009
Pani Hildegarda w drewnianym domu na Małym Żywczańskim w Zakopanem przeżyła prawie 60 lat, większość swojego życia. Teraz dostała dwa miesiące, żeby spakować cały swój dobytek i wynieść się. – Nie zgadzam się na przeprowadzkę, dla mnie to tak jakbym umarła już za życia – mówi 93-letnia Hildegarda Weseli, która na początku stycznia wraz z córką Krystyną otrzymała od śląskiej firmy wymówienie umowy najmu. Do 1 marca kobiety muszą opuścić dom na Żywczańskim. Nie wiedzą, dokąd iść...
Pani Krystyna na ostatniej sesji rady miasta Zakopanego nie mogła się opanować, gdy opowiadała o sytuacji, w jakiej znalazła się z matką. Płakała i prosiła radnych i burmistrzów o ratunek. – Gdy miałam pół roku, zimą musieliśmy uciekać ze Śląska, bo mój ojciec walczył w RAF-ie. Schroniliśmy się wtedy w Zakopanem, tu w tym domu na Małym Żywczańskim. Był rok 1950. Teraz znowu zimą musimy się wynosić z domu. Ale gdzie? – pytała radnych z płaczem pani Krystyna.
Gdy rodzina Weseli po otrzymaniu kwaterunku wprowadziła się do 100-letniego drewnianego domu, ten był ruiną. – Ile my z mężem w niego musieliśmy włożyć, żeby móc w tym domu mieszkać – wspomina pani Hildegarda. Właściciela wtedy nie było, mówiono, że to mienie pożydowskie. – Sami płaciliśmy podatki i wszystkie inne rachunki – dodaje. Ale sprawa zaczęła się gmatwać, gdy w latach 70. okazało się, że gdzieś zginęła księga wieczysta nieruchomości z Żywczańskiego.
– Zrobiono wtedy nową, która zaczynała się w roku 1949. Nagle też znalazł się właściciel – mówi pani Krystyna. W 2000 r. dom został sprzedany. Kupiła go mieszkanka Śląska. – Przez dwa lata nie wiedzieliśmy, kto kupił dom, nikt od nas nie pobierał czynszu. Musieliśmy ustanowić sądownie depozyt, by tam wpłacać pieniądze – tłumaczy lokatorka. Dopiero niedawno pojawił się pełnomocnik właścicielki, który odebrał depozyt, podpisał umowy najmu. Prawdziwe kłopoty zaczęły się w listopadzie ubiegłego roku.
– Przypadkiem na ulicy spotkałam pełnomocnika i dowiedziałam się, że czeka nas eksmisja, a tu zostanie wybudowany apartamentowiec – wyjaśnia Krystyna Weseli. – I choć zapewniano mnie wcześniej w wydziale architektury, że to teren niebudowlany, to w 2006 roku wydano warunki zabudowy. Teraz o ratunek proszę! Ja i moja 93-letnia matka, która chciałaby umrzeć w swoim domu – płacze.
Halina Kraczyńska
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2009/01/31

