Wagoniki będą prywatne?
06.02.2009
Już od kilku lat co jakiś czas w mediach pojawiają się informacje o tym, że Polskie Koleje Linowe zostaną sprywatyzowane. Ostatnio rok temu mówiło się, że spółka na początku 2009 roku na pewno wejdzie na giełdę. PKL to łakomy kąsek dla inwestorów. Jej majątek jest całkiem spory i raczej niezagrożony, a wręcz przeciwnie. Spółka od lat bardzo dobrze prosperuje, powiększając swój majątek. Na samym Podhalu posiada kolejkę linową na Kasprowy Wierch, koleje krzesełkowe w kotłach Gąsienicowym i Goryczkowym, kolej terenową na Gubałówkę i wyciąg na Butorowym Wierchu. Ma też koleje w Szczawnicy, Krynicy, na Żywiecczyźnie.
– Z całą pewnością przygotowujemy się do wejścia na giełdę – podkreśla Andrzej Laszczyk, prezes PKL. – Ale do tego firma musi być doskonale przygotowana. Trzeba też wiedzieć, kiedy to zrobić. Oferta spółki musi pokazywać inwestorowi, że to, co kupi, opłaci mu się z nawiązką. Przygotowujemy się więc powoli i dokładnie, aby wchodząc na giełdę, osiągnąć jak najwyższą wartość. Pieniądze pozyskane ze sprzedaży akcji zostaną wykorzystane na kolejne inwestycje. Być może zdobyty kapitał w części zostałby wykorzystany na modernizację kolei krzesełkowej w Kotle Goryczkowym.
Prezes PKL nie chce jednak podawać nawet przybliżonych terminów ewentualnego wejścia na giełdę. – Na razie jesteśmy na etapie wyboru doradcy prywatyzacyjnego – wyjaśnia Laszczyk.
Na ewentualną prywatyzację PKL z niepokojem patrzy Tatrzański Park Narodowy. – Nie jestem entuzjastą prywatnej własności w granicach parku – mówi Paweł Skawiński, dyrektor TPN. – Łatwiej zarządza się ochroną przyrody, gdy cała własność w parku należy do skarbu państwa. Przy prywatyzacji może PKL kupić np. firma zagraniczna, która nie zna naszych realiów tatrzańskich, czy oderwana jest od idei ochrony przyrody.
Przemysław Bolechowski
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2009/02/06

