Zakopane — portal z-ne.pl

Górale chcą organizować Puchar Świata w narciarstwie alpejskim

17.02.2009

Górale chcą organizować Puchar Świata w narciarstwie alpejskim

– To nie mrzonka – zapewnia Jan Strączek, prezes ośrodka narciarskiego na Harendzie. Jutro na jego stokach zostanie rozegrany slalom Pucharu Europy kobiet. Zawodów tej rangi w konkurencjach alpejskich nie było w Zakopanem od 13 lat.

– To wielkie wydarzenie dla miasta – przekonuje Strączek. I istotny krok w kierunku jeszcze ambitniejszych planów. – Aby myśleć o organizacji zawodów Pucharu Świata, najpierw trzeba dobrze przygotować mniejszą imprezę.

Delegaci FIS, czyli Międzynarodowej Federacji Narciarskiej, nie mogą mieć najmniejszych zastrzeżeń – tłumaczy Andrzej Karpiel, dyrektor jutrzejszej imprezy, a zarazem wiceprezes Tatrzańskiego Związku Narciarskiego.

Pomysł na poważne narciarskie zawody narodził się w kilku głowach. Ludzie z TZN i Strączek zgadali się, że w Zakopanem brakuje zmagań z prawdziwego zdarzenia. Miasto przyklasnęło pomysłowi, więc ostro zabrali się do pracy.

– Wcześniej nie było chętnych, żeby się tym zająć. Tu za każdą sprawą ktoś musi chodzić, wydeptać w FIS ścieżki. Nasze starania o Puchar Europy trwały dość długo, bo pierwszy wniosek składaliśmy z końcem 2006 roku – przypomina Karpiel. Na początku nie zastanawiali się, czy pójdą za ciosem. Puchar Świata nie był celem, tylko marzeniem, o którym po cichu rozmawia się z przyjaciółmi. Sytuacja zmieniła się po wizycie delegata FIS, który oglądał trasę na Harendzie. – Według niego, stok spełnia wszelkie kryteria, by można przeprowadzić na nim slalom Pucharu Świata kobiet. Stwierdził, że nie widzi przeciwwskazań, żebyśmy spróbowali o to powalczyć – zdradza Strączek. Jego zdaniem, Harenda ma kilka poważnych atutów. – Dobry dojazd, położenie blisko miasta, widowiskowa bardzo „telewizyjna” trasa – wymienia.

Karpiel nie ma jednak wątpliwości, że najważniejszy jest mocny lobbing w FIS. – Puchar Świata zarządzany jest w tej chwili przez Skandynawów. A oni popierają silnych i swoich – mówi.

Zakopane nie stoi jednak na straconej pozycji. FIS otwiera się bowiem na nowe regiony. W tym roku zawody PŚ odbędą się np. w bułgarskim Bansku, kiedyś sukcesem zakończyły się starania czeskiego Szpindlerowego Młyna. Co roku też zawody organizowane są w Zagrzebiu, choć Chorwaci tak wysokie góry jak Tatry mogą oglądać jedynie na zdjęciach.

Jest o co walczyć, bo dla Zakopanego takie zawody byłyby większym promocyjnym kopem niż konkursy PŚ w skokach. W Europie Zachodniej narciarstwo alpejskie nie ma konkurencji wśród sportów zimowych. To w nim są największe pieniądze i to z niego wywodzą się największe gwiazdy.

– Narciarstwo jest niedoceniane przez Polaków, bo nie mamy teraz sukcesów – przytakuje Strączek. – Ale gdybyśmy robili PŚ, oddźwięk w świecie rzeczywiście byłby potężny. Jak długo trzeba będzie czekać, zanim zobaczymy na polskim stoku gwiazdy pokroju Lindsey Vonn, Marii Riesch czy Nicole Hosp? Wniosek zostanie złożony zapewne już niedługo, ale...

– Niestety, niewiele można przewidzieć. To mogą być trzy lata, ale równie dobrze i osiem – twierdzi Karpiel. I dodaje: – Walczyć na pewno warto, lecz najpierw zróbmy porządnie Puchar Europy.

Przemysław Franczak

W 1974 roku...

Do tej pory w Polsce zaledwie raz zorganizowano zawody Pucharu Świata w narciarstwie alpejskim.

W marcu 1974 roku na zakopiańskim Nosalu rywalizowali z sobą w slalomie najlepsi narciarze globu. Wygrał Hiszpan Francisco Fernandez-Ochoa. Andrzej „Ałuś” Bachleda zajął szóste miejsce. Czwarty był Szwed Ingemar Stenmark, uważany dziś za najwybitniejszego alpejczyka w dziejach. Na Nosalu w 1995 r. zorganizowano również Puchar Europy i były to ostatnie – do teraz – istotne zawody w konkurencjach alpejskich w Polsce. Na starcie stanęły wówczas takie zawodniczki, jak Kristina Koznick, Martina Accola czy Laure Pequegnot.

Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2009/02/17