Zakopiańskie drogi to ser szwajcarski
05.03.2009
W takiej sytuacji bardzo łatwo o uszkodzenie zawieszenia. A to już może nas kosztować kilka tysięcy złotych. W takim przypadku zawsze można żądać odszkodowania od zarządcy drogi.
– Jesteśmy po pierwszych wizjach lokalnych – potwierdza Wojciech Solik, wiceburmistrz Zakopanego. – Uszkodzeń w jezdni jest bardzo dużo, ale na szczęście mniej niż rok temu. Wtedy mieliśmy prawdziwą katastrofę.
Jak zapowiadają władze, ponieważ dziur jest mniej, to szybciej uporają się z ich naprawą. Lada dzień do pracy ruszyć mają drogowcy. Będą mieli sporo pracy. W najgorszym stanie jest ulica Chramcówki, którą wjeżdżamy do miasta od strony Krakowa. Tam nawierzchnia w wielu miejscach jest zniszczona. Wyrwy w jezdni czekają na kierowców również na Drodze do Samków, ulicy Chałubińskiego i na ulicy Orkana. Tradycyjnie także Droga do Olczy – ta, która w przyszłości ma być swoistą obwodnicą centrum miasta – jest dziurawa jak sito. Nie wiele lepiej jest na ulicach Tetmajera, Bronisława Czecha, czy tradycyjnie już na Alejach 3 Maja. Kierowcy powinni także uważać na drogach poza miastem. Fatalnie jest na jezdni przez Kościelisko, czy jadąc przez Murzasichle – tutaj zdecydowanie trzeba zdjąć nogę z gazu, aby zminimalizować skutki wpadnięcia do jednej w wielu całkiem sporych dziur.
– Skrzywione wahacze, uszkodzone felgi, wybite elementy zawieszenia – wylicza Andrzej Łyszczek, mechanik samochodowy. – Niezależnie od tego na dziurach bardzo szybko niszczą się amortyzatory. Zdarza się, że drogie, nisko zawieszone samochody na takich jezdniach niszczą progi czy zderzaki. Na wiosenne dziury i przełomy pozimowe nie ma jednej rady. Ja podpowiadam: trzeba zwolnić do minimum, uważać na kałuże, pod którymi kryją się całkiem spore dziury i jechać samochodem jak najbliżej środka jezdni, aby nie wjechać w kolejną wyrwę.
Przemysław Bolechowski
Jak walczyć o odszkodowanie?
Gdy już uszkodzimy samochód na dziurze, powinniśmy zatrzymać się i na miejsce wezwać policję. Musimy wykazać się asertywnością i nie wierzyć w tłumaczenia, że wystarczy zgłosić się np. do urzędu miasta. Policja sporządzi protokół, gdzie opisze uszkodzenia. Najlepiej jest skontaktować się z rzeczoznawcą, który określi szkody w aucie i wyceni koszt ich naprawy. Listę rzeczoznawców można znaleźć na stronie Polskiego Związku Motorowego www.pzm.pl. Czasem wystarcza kosztorys od naszego ubezpieczyciela. Z taką dokumentacją idziemy do urzędu lub do zarządcy drogi. Jeśli samorząd jest ubezpieczony, wypłata nastąpi z jego polisy. Jeśli nie, to sam będzie musiał pokryć koszt naprawy auta.
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2009/03/05

