Żniwa żebraków u drzwi kościołów
14.04.2009
Jak co roku w czasie świąt Wielkiej Nocy Zakopane znowu wypełniło się turystami. Większość hoteli i pensjonatów w centrum miasta była zajęta na kilka tygodni przed świętami. Tradycyjnie też z rzeszą turystów pod Giewont ściągnęli żebracy, nie tylko polskiej, ale także innych narodowości. W tym roku bardzo dużo pojawiło się ich przed kościołami.
– Przy sanktuarium na Olczy widziałam żebrzącego już w Wielki Czwartek – mówi nam pani Teresa Adamik, turystka z Kielc, która mieszka w pensjonacie na zakopiańskiej Pardałówce. – Wiem, że może to są ludzie, którzy nie mają z czego żyć, ale według mnie to trochę nie na miejscu, aby takie osoby pojawiały się przed drzwiami kościoła.
Najwięcej żebrzących kręciło się przy zakopiańskich świątyniach w ostatnią sobotę, gdy ludzie przychodzili do kościoła, aby poświęcić koszyczki. Można było ich spotkać m.in. przy kościołach Świętej Rodziny, Świętego Krzyża i na Chramcówkach.
– Sam osobiście interweniowałem w takich przypadkach trzy razy – mówi nam Wiesław Lenard, komendant Straży Miejskiej w Zakopanem. – To była jakaś ekipa Rumunów. Rozwożą żebrzących po kościołach, a potem ich zgarniają. Straż miejska, jak zaznacza komendant, tym razem nie skierowała żadnego wniosku do sądu. – Powiedziałem żebrakom, żeby się tu więcej nie pokazywali. Potem już ich nie widziałem – dodaje komendant Lenard.
Żebrzący pojawiali się także na głównym deptaku Zakopanego – Krupówkach. Tam jednak jest monitoring, więc szybko zmieniali miejsce swojej pracy.
– Spodziewam się, że gdy przyjdzie sezon, będzie ich jeszcze więcej. Do Zakopanego ściągają nie tylko turyści, ale wszyscy, którzy chcą tu zarobić, niekoniecznie w uczciwy sposób – dodaje Wiesław Lenard.
Łukasz Bobek
Karać czy nie?
Żebranie w Polsce nie jest zabronione, jeśli osoba żebrząca naprawdę nie ma środków do egzystencji lub nie może podjąć pracy. W przeciwnym razie nie wolno żebrać. Karana jest także natarczywość przy proszeniu o wsparcie finansowe.
Jak jednak zaznacza Monika Kraśnicka-Broś, rzecznik prasowy zakopiańskiej policji, trudno stwierdzić, czy ktoś żebrze, bo musi, czy po prostu wymyślił sobie taki sposób na zarobek. – Policjant patrolujący ulice, legitymując żebrzącego, nie wie, w jakiej sytuacji materialnej jest żebrak, a ten może mu powiedzieć przecież, że nie ma pieniędzy – tłumaczy rzecznik.
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2009/04/14

