Krupówki pękają w szwach od stoisk
06.05.2009
Pierwszy majowy weekend był tylko próbką tego, co czeka zakopiańczyków w najbliższym sezonie letnim. Tłum spacerujących ludzi co chwila przystawał przy jakiejś ulicznej „atrakcji”. A tych na Krupówkach nie brakowało w ten długi weekend. Muzycy, tancerze, malarze, artyści, mimy, stoiska ze wszystkim, łóżka z książkami, między tym rozdający ulotki, obrazki świętych, pojazdy, a nawet quady... I rozrastające się z roku na rok ogródki kawiarniane.
– Przez trzy dni nie można było przejść przez Krupówki, trzeba się było po prostu przeciskać! Według mnie, brakuje już miejsca na to wszystko. Deptak zrobił się za ciasny! – mówi pani Anna z Zakopanego.
O bałaganie na Krupówkach dyskutowała na swoim poniedziałkowym posiedzeniu, z udziałem burmistrza Janusza Majchra Tatrzańska Izba Gospodarcza. Tutejsi przedsiębiorcy chcieli wiedzieć, jak władze miasta zamierzają w najbliższym sezonie letnim poradzić sobie z tym zjawiskiem.
– My jako TIG po zimie wystosowaliśmy pismo do rady miasta i burmistrzów, aby podjęli konkretną uchwałę porządkującą handel i zakazującą go na Krupówkach – przypomniał Gąsiorowski. – Legalnie handlujący na deptaku zaczęli zbierać podpisy, bo czara niechęci i nienawiści już się przelała! Trzeba coś zrobić, gdyż bezsilność jest nieprawdopodobna! Burmistrz Majcher przyznał, że odczuwa dyskomfort, iż władze miasta i środki, którymi dysponują, są nieskuteczne.
– Mandat nie skutkuje, sąd także nie, jedynie perswazją strażnikom udaje się cokolwiek osiągnąć – tłumaczył przedsiębiorcom Majcher. Ma nadzieję, że może porządek powróci, gdy na Krupówkach zostanie otwarty posterunek straży miejskiej. Nie zamierza jednak wprowadzać całkowitego zakazu handlu ze względu na oscypki.
Halina Kraczyńska
Inni dali radę
Jak zauważyli zakopiańscy przedsiębiorcy, w innych miastach Polski władze uporały się z bałaganem na głównych ulicach i nielegalnym handlem ulicznym.
– Na Monciaku w Sopocie – jak twierdzi Andrzej Laszczyk, prezes Polskich Kolei Linowych, członek Tatrzańskiej Izby Gospodarczej – nie ma handlarzy, albowiem tam szybko zapadają wyroki w sądach, które okazują się skuteczne. Również w Krakowie na Rynku nie ma łóżek ze sznurówkami czy żelkami. Kazimierz nad Wisłą także poradził sobie z nielegalnym handlem. Władze wydały zakaz handlu na Rynku. I też to skutkuje.
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2009/05/06

