Ktoś chciał wysadzić ten dom w powietrze
20.05.2009
Gaz puszczono pod dużym ciśnieniem, bo butle były oszronione. Tylko dzięki błyskawicznej akcji straży nie doszło do wybuchu, który zabiłby wszystkich biorących udział w gaszeniu ognia i zapewne uszkodził okoliczne budynki. Najprawdopodobniej nieznany sprawca chciał wysadzić dom w powietrze.
Do pożaru na zakopiańskiej Cyrhli doszło ok. godz. 9 rano. Na miejsce udali się strażacy z Państwowej Straż Pożarnej, a także ochotnicy z Olczy. Pożar na szczęście szybko udało się opanować, a w domu nikogo nie było.
Strażacy są jednak wstrząśnięci całą sprawą. Mało brakowało, a nieustalony na razie sprawca pozbawiłby życia kilkanaście osób. Szaleniec w trzech różnych miejscach w budynku porozstawiał i odkręcił trzy duże butle gazowe. Przewody wychodzące z butli zostały poprzecinane. Do tego wszędzie walały się porozrzucane materiały łatwopalne a w kuchni działał włączony piekarnik.
– Sytuacja była krytyczna – przyznaje Andrzej Kowalcze, komendant powiatowy PSP Zakopane. – Strażacy, którzy weszli do palącego się budynku w aparatach tlenowych, nie od razu dostrzegli butle gazowe. Tylko dzięki temu, że stężenie gazu nie osiągnęło punktu krytycznego, nie doszło do wybuchu. Dzięki temu, że byliśmy tam natychmiast po zgłoszeniu, udało się niebezpieczeństwo zażegnać. W przeciwnym wypadku doszłoby do wybuchu, którego skutki byłyby na pewno tragiczne. Na miejscu zdarzenia już wczoraj pracowali policyjni specjaliści z laboratorium kryminalistycznego, którzy będą wyjaśniać okoliczności całego zdarzenia i poszukiwać jego sprawcy.
– Wszystko wskazuje na celowe działanie – przyznaje Monika Kraśnicka-Broś, rzecznik zakopiańskiej policji. – Niestety przynajmniej na razie nie udało się nam jeszcze ustalić, kto dopuścił się takiego czynu.
Właścicielka domku od jakiegoś czasu przebywa w szpitalu. Jej syn powiedział policjantom, że w czasie pożaru był z matką w szpitalu. Wstrząśnięci są okoliczni mieszkańcy, którzy uważają, że całe zdarzenie to zapewne skutki jakichś porachunków rodzinnych.
Przemysław Bolechowski
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2009/05/20

