Będą ścigać trucicieli kanalizacyjnych
02.06.2009
Wypuszczanie nieczystości z szamba do potoków wciąż jest pod Giewontem nagminne. Mimo upływu lat wciąż zdarzają się przypadki przedsiębiorczych zakopiańczyków, którzy dla oszczędności nieczystości wypuszczają do płynących w pobliżu potoków, rowów odwadniających, a nawet wprost na łąki. Jak nieprzyjemny to jest proceder, najszybciej przekonują się sąsiedzi.
– Kilka lat temu kupiłam w Zakopanem dom, aby na starość mieszkać pod Tatrami – opowiada nam Janina Mikołajczyk, mieszkanka Skibówek. – Uciekłam z Warszawy do miejsca, gdzie miało być czysto i ekologicznie. Tymczasem z płynącego nieopodal mojego domu potoku wydobywał się odrażający fetor. Przeszłam kilkaset metrów wzdłuż koryta i naliczyłam kilkanaście rur, z których do wody wlewały się ścieki. To skandal!
Jak się okazuje, proceder jest dziecinnie prosty. Przy domu buduje się szambo, z którego nieczystości powinny być cyklicznie wywożone. Aby jednak nie płacić zbyt wiele za wywóz, ze zbiornika na fekalia prowadzi się dyskretną rurę w stronę koryta potoku. Trucicielom nie brakuje inwencji, aby spust ścieków był jak najbardziej niewidoczny. W rejonie Skibówek jeden z właścicieli nieruchomości przekopał się nawet pod jezdnią, żeby umieścić tam rurę z szamba. Pracę wykonał lepiej niż niejedna profesjonalna firma wykonująca odwierty. Koniec rury umieścił zaś pod poziomem wody i obłożył kamieniami, tak, że z góry była niewidoczna. To oszczędność, a raczej skąpstwo decyduje o tym, że ktoś nielegalnie wypuszcza fekalia.
– Przyłącze kanalizacyjne do budynku nasza spółka SEWiK wykonuje nieodpłatnie. Płatne jest za to korzystanie z kanalizacji i tu niejeden mieszkaniec chce zaoszczędzić. Dlatego systematycznie sprawdzamy, czy każda osoba nie podłączona do kanalizacji ma faktury za wywóz nieczystości. Jeśli nie, nakładamy mandat – mówi Wojciech Solik, wiceburmistrz Zakopanego. Teraz Straż Miejska zaostrza kontrolę i krok po kroku będzie sprawdzać podejrzane dzielnice miasta.
– Na osiedlach, gdzie nie ma sieci kanalizacyjnej, ten proceder jest najczęstszy – mówi Wiesław Lenard, komendant Straży Miejskiej. – Zdarza się, że o wylewaniu ścieków do potoku dostajemy informację od sąsiadów. Teraz dysponujemy specjalnymi substancjami barwiącymi, które wsypuje się do szamba, a potem obserwuje się płynący w pobliżu potok czy rów z wodą. Jeśli pojawia się kolorowa woda, od razu mamy winnego.
Na truciciela czeka najpierw mandat, a jeśli nadal spuszcza ścieki, sprawa idzie do sądu. Zdarza się i tak, że próba wykonania nielegalnego przyłącza kończy się awarią.
– Pamiętam przypadek, gdy ścieki cofnęły się i zalały całą kondygnację – mówi pan Stanisław, hydraulik. – Fekalia zalały kuchnię, łazienkę, salon oraz garaż. Dom nadawał się do remontu, bo fetoru nie dało się niczym usunąć.
Przemysław Bolechowski
Kary za trucie
Za nielegalne pozbywanie się ścieków do potoku czeka mandat do 500 zł. Gdyby zaś sprawa trafiła do sądu, dla truciciela może się to skończyć grzywną do 5 tys. zł.
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2009/06/02
