Zakopane — portal z-ne.pl

Numer bezpieczeństwa działa, ale kto o nim wie?

03.06.2009

Niestety pod Giewontem nikt nie wie, że taka infolinia w ogóle istnieje. Uruchomiony właśnie numer bezpłatnej pomocy dla obcokrajowców ma przede wszystkim pomagać w tzw. nagłych wypadkach. Już wiadomo, że właśnie najczęściej dzwonią na niego ci, których w Polsce spotkało jakieś nieszczęście. Niejednokrotnie zagraniczny turysta, którego okradziono, zupełnie traci głowę i nie wie, co robić.

– Jesteśmy w obcym kraju i sytuacja kryzysowa nas najczęściej przerasta – tłumaczy Mateusz Kaczyński, jeden z dyżurujących przy telefonie. – Mieliśmy stłuczkę i nie wiemy, co dalej zrobić, aby potem bez problemów uzyskać odszkodowanie. Albo jak my jesteśmy winni, to kierowcy na nas krzyczą, a my nie wiemy, co robić. W takich przypadkach staramy się pomagać.

Zdarza się również, że pracownicy infolinii pełnią funkcję tłumaczy pomiędzy urzędnikiem a turystą, który np. zgłasza kradzież. Dyżurujący przyznają jednak, że bywa i tak, iż zagraniczni turyści dzwonią, prosząc o pomoc w znalezieniu hotelu czy kampingu lub pytając o atrakcje turystyczne regionu, w którym się znajdują.

Problemem jest jednak to, że mało kto wie o istnieniu takiej infolinii dla obcokrajowców.

– Pierwsze słyszę, że coś takiego istnieje – mówi Andrzej Kawecki, dyrektor Biura Promocji Zakopanego. – Czy ten numer jest tajny, że nigdzie nie jest rozpropagowany? A tak na poważnie to wspaniała wiadomość. Niejednokrotnie turyści zwracają się do nas o pomoc. Teraz będziemy mogli również na folderach turystycznych w obcych językach informować o numerze bezpieczeństwa dla turystów.

O numerze bezpieczeństwa wiedzą natomiast zakopiańscy policjanci. – Oficer dyżurny dysponuje tym numerem – mówi Monika Kraśnicka-Broś, rzecznik zakopiańskiej policji. – Bywa wykorzystywany rzadko, bo osoba dyżurująca u nas zna jakiś język obcy. Ale w razie problemów dzwonimy na bezpłatną linię. Często bywa też tak, że po prostu wzywamy na komendę tłumacza.

Numer bezpieczeństwa znają więc zakopiańscy policjanci, gorzej jest wśród samych zainteresowanych, czyli zagranicznych turystów.

– Nie wiedziałem, że coś takiego istnieje – mówi Mark Theraulaz, turysta ze Szwajcarii. – Można by informację o takiej linii rozdawać na przykład w samolotach. Wiedziałbym, że mogę zadzwonić po pomoc. Jako turysta specjalnie nie narzekam – jakoś potrafię po angielsku dogadać się w restauracjach czy sklepach. Gdybym jednak miał zgłosić kradzież czy iść do lekarza, zaczęłyby się zapewne kłopoty.

Nieco inaczej na problem patrzą mieszkańcy Zakopanego.

– Jest tragicznie – opowiada Piotr Kałuża, właściciel jednego ze sklepów. – Znam kilka języków, więc nieraz rozmawiam z turystami. Są zaskoczeni, jak słabo znamy języki obce. Nawet w języku rosyjskim, kiedyś obowiązkowym, jest fatalnie. Inna sprawa, że na przykład Francuzi, przyjeżdżając do nas, nie znają angielskiego już nie mówiąc, że nie znają ani słowa po polsku.

Przemysław Bolechowski

Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2009/06/03